Nad Sołą i Koszarawą - nr 7 (110) - rok  VI - 1 Kwiecień  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|    |następny artykuł|


 

Samo Życie czyli historyczne zapiski sprzed wieków - Pijaństwo nie popłaca czyli opowieść o nadzwyczajnych Boga sojusznikach

O tym, że natura ludzka ułomną jest wiemy nie od dzisiaj. Problemem społeczno- moralnym od wieków jest alkohol. I to nie jego samo istnienie, ale nadużywanie "ognistej wody". Mądrzy ludzie podkreślają, iż trunki są dla ludzi, a ci, którzy po ich spożyciu zamieniają się w zwierzęta nie powinni po nie sięgać. Jednak, o tej prostej zasadzie zapomina się dziś, nie pamiętało się przed wiekami, a czy będzie się ją stosować jutro dowiemy się, gdy dożyjemy. Zazwyczaj los pijaka, niezależnie do stanu społecznego wygląda podobnie. Na początku wódka odbiera rozum, potem środki do życia i rodzinę, aby na końcu upomnieć się o duszę. Zdarzały się jednak przypadki, kiedy ten scenariusz nie do końca się sprawdzał. Szczególnie wtedy, gdy rodzina wspierała zbłąkaną owce nie tylko materialnie, ale, co również ważne duchowo. Kilka takich nadzwyczajnych ingerencji sił nadprzyrodzonych odnajdujemy w kronice Andrzeja Komonieckiego. Sławetny wójt zamieścił je: "na przykład ludziom pijaństwem się bawiącym, aby się go wystrzegali". Jednym z takich nieszczęśników był Jan Cul. Obywatel żywiecki, który tylko z rzadka trzeźwiał, nie miał względu ani na sąd ludzki, ani też na Boży. Nie szanował rodziny, a w najważniejsze święta kościelne zalewał się w "trupa". W stanie zaś upojenia alkoholowego zamieniał się w zwierzę, "złe słowa i diabłów wspominał". Podobnie było i w Święto Trójcy świętej w 1706 roku. Pijany, awanturował się w sieni, gdyż żona nie wpuściła go domu. Wtedy: "ku niemu diabał bardzo sprośny i tłusty przyszedł, mając kufel smoły, ogniem pałający, mówiąc mu: Przyszedłem cię posilić za to coś się wczora w tak wielkie święto upił". Zamroczony alkoholem Jan zaczął przegadywać się wspominając diabłów, a za jego słowami coraz więcej diabłów w dziwacznych przebraniach przybywało. Kiedy tłok był już wielki, Janek przeraził się i "za szkaplerz się uchwycił". Diabli, zachęcali, aby tę łatkę zrzucił, gdyż i tak już jest ich. Widząc, że sytuacja jest naprawdę groźna "poczoł do Anioła Stróża uciekać, prosząc go o pomoc". Anioł Stróż nie spieszył się z odsieczą, a gdy przybył mieczem odpędzając czartów powiedział z wyrzutem: "Teraz się do mnie uciekasz, pierwiej żeś o mnie zapomniał, widzisz swoję stratę dla pijaństwa, że już masz być potępiony". Przerażony mieszczanin widząc, iż jego anioł stróż nie tylko, że potwierdza wieść o potępieniu, ale na dodatek sprawia wrażenie, iż jego interwencja niewiele pomoże, wtedy zrozpaczony przypomniał sobie nauki, że od wieków nie słyszano, aby proszącego nie wysłuchała Maryja. Ile miał sił w sobie zakrzyczał: "Naświętsza Panno Maria, ratujże mnie, do Ciebie się uciekam i pomocy od Ciebie upraszam". Natychmiast wzywana zjawiła się, a cała banda diabłów uciekła w popłochu. Maryja rzekła: "Niebożny synu, bawisz się pijaństwem, obrażasz syna mojego a potępienie sobie gotujesz, poprzestań tego".
Żona przyzwyczajona do głośnych awantur, początkowo nie reagowała. Kiedy jednak, małżonek, przestał przeklinać a zaczął wzywać anioła stróża i najświętszej Panienki, wtedy szybko otworzyła izbę, a jego widzenie znikło. Od tego czasu Jan Cul, tylko za wzór do naśladowania mógł służyć. Nie tylko, że pod przysięgą opowiadał wszystkim, co go spotkało, ale święta szanował, słowa złego nie wypowiedział, a gdy spotykał pijanego "płakał, prosząc, aby tego nie czynił i święta w ućciwości miał".
Podobny wypadek spotkał również Marcina Kamieniarza z Żywca, który będąc muzykiem upijał się notorycznie. I on, przebywając ze swoim panem w Piotrkowie Trybunalskim, spotkał się oko w oko z czartem. Na jego widok wykonał znak krzyża, a diabeł ogniem trzaskającym go potraktował i "całą noc po gajach uwłóczył". Również i ten po spotkaniu z siłami zła "przestał pić i nigdy nie pił, choć skrzypkiem był".
29 października 1715 roku Aleksander Pawełkowic mieszczanin i rzeźnik żywiecki wprawił w osłupienie swoich kolegów po fachu, podczas zebrania cechowego uchylając się od picia wódki. Jeszcze większy popłoch sprawił, kiedy wyjawił, co jest tego przyczyną. Oto, gdy wychodził z kościoła po mszy brackiej w niedzielę i swoim zwyczajem udawał się do karczmy, zobaczył przed nią dwóch ludzi częstujących się wódką. Nic by w tym na owe czasy nadzwyczajnego nie było, gdyby nie to: "że mały diabełek był w szklance w gorzałce, a gdy pili, płomień z gardła jego do gęby ich wchodził". Przerażony tym, co zobaczył, złożył ślub, że na gorzałkę nigdy więcej nie spojrzy. Tym też dziwnym sposobem Pan Bóg znalazł nieoczekiwanego pomocnika w walce z pijaństwem. Przypadki powyższe zamieścił Komoniecki w swej kronice jak sam pisze: "dla przykładu i pamiątki". Nie naszym jest zadaniem rozpatrywać na ile powyższe zdarzenia miały rzeczywiście miejsce, a na ile zostały ubarwione. Faktem jest to, że wszystkie te osoby, znane ogółowi, pod przysięgą złożyły oświadczenia i od tego wydarzenia po kieliszek już nie sięgnęły. Uważny czytelnik zauważy, iż we wszystkich tych przypadkach Bóg posłużył się diabłem, aby uratować duszę przed zagładą piekielną. Łaskę, jaką otrzymali, zapewne zawdzięczają rodzinie, która nie ustawała w modlitwach. Częściej jednak, ludzie nadużywający alkoholu umierają samotnie, bez środków do życia, o zbawieniu duszy nie wspomnę, bowiem tę kwestie lepiej pozostawić Bożemu osądowi i miłosierdziu.

Jacek Kachel

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.