Nad Sołą i Koszarawą - nr 6 (10) - rok  VI - 1 Marzec  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|    |następny artykuł|


 

Zimowa wycieczka narciarska na Rysiankę i Lipowską - cz. II

Ze schroniska na Hali Rysiance wyruszamy za żółtym letnim szlakiem w kierunku południowo-zachodnim. Przejeżdżamy ładną alejką mijając po kilkuset metrach schronisko na Hali Lipowskiej.
Schronisko to prowadzone było kiedyś przez znanego gazdę Zbigniewa Gowina i jego żonę "Miki" a obecnie po śmierci Zbyszka prowadzi to schronisko żona Miki ze swoja córką.
Schronisko jest bardzo dobrze prowadzone i dobrze można tam zjeść. Zanim jednak oddaliliśmy się od schroniska warto na chwilę przystąpić i popatrzeć w tył w kierunku wschodnim.
Widzimy tam ogromną kopułę Pilska ciągnącą się na południe przez niewielką przełęcz ku nieco niższemu tzw. słowackiemu Pilsku o nazwie Mechy. Widzimy tam ogromne lasy, które ciągną się aż do orawskiego Mutnego.
Piszemy "orawskiego" bo jest i polskie przed Jeleśnią, położone dokładnie na północ. Można powiedzieć i stwierdzić, że mieszkają w obu miejscowościach spokrewnione rodziny.
W 1980 r. 27 grudnia miała miejsce w tych lasach, które oglądamy, ogromna tragedia. Grupa chodziarzy, z których trzy osoby zginęły tam w śniegu z wyczerpania, pomylili kierunki i zamiast ze szczytu pilska zejść na północ do schroniska na Hali Miziowej zeszli do słowackiej Polhory, a wracając nie trafili na prawidłowy kierunek i przeszli na zachód w widoczne lasy pod Mechami i tam trójka z nich zmarła.
Po wspomnieniach jedziemy wolno dalej bo śnieg jest bardzo głęboki a na przetartym szlaku jedzie się wygodnie. Pamiętamy jednak, że upadek w bok może być co najmniej kłopotliwy.
Jak bowiem wydostać się z głębokiego śniegu puchu przy zawieszonych wysoko na torze zapiętych nartach. Nasza trasa zjazdowa to szereg odcinków po pięknych halach z widokami na pierwszym planie na szczyty graniczne tzw. Worka Raczyńskiego, a dalej na horyzoncie na różowo świecące w zachodzącym słońcu łańcuchy zębate gór słowackich.
Najbardziej na wschodzie to Tatry Zachodnie, których przedłużenie to Wierchy Choczańskie z wyraźnie widocznym dużym stożkiem Wielkiego Choczo, którego szczyt podobnie jak nasze Polsko i Babia Góra porośnięty jest kosodrzewiną. Dalej w tyle za dolina Wagu to już odległe od nas ponad 70 km - Niżne Tatry i jeszcze na prawo zalesiona Wielka Fatra i piękna skalista Mała Fatra z garbatym rzucającym się w oczy Rozudźcem. Wszystkie te góry błyszczą bielą, złotem i w miarę czasu coraz bardziej staja się różowe i czerwone.
Jedziemy w kierunku południowo-zachodnim cały czas urzeczeni tymi bajkowymi widokami. Mijamy kolejno Halę Lipowską a następnie Bieguńską i Gawłowską. Następnie czeka nas krótkie podejście około 40 m w stronę Boraczego Wierchu, który omijamy z lewej strony wolno jadąc w dół.
Pod Boraczym Wierchem zwanym też Motykowym widzimy po lewej stronie ciągnąca się skośnie w dół Halę Bacmańską, względnie Motykową. Jedziemy dalej na zachód mijając po prawej stronie wzniesienie Redykalnego Wierchu i wyjeżdżamy na ogromną, otoczoną już lasami stromą początkowo Halę Redykalną. Zjazd tu czasami sprawiał nam trudności choć hala szeroka i długa bez przeszkód. Pozornie jazda łatwa wygodna i można jechać na szusa.
Napotykaliśmy jednak na zmienne gatunki śniegu i bywały ostre zahamowania w kopnym śniegu, w puchu lub na niewielkich kopkach śnieżnych zmrożonych, które nazywaliśmy "kalafiorami". Dla bezpieczeństwa jedziemy dużymi łukami lub zygzakami. Głośna była sprawa przed laty samotnego narciarza z Żywca który po wypadku (złamania nogi) przeleżał prawie przez połowę dnia i częściowo noc na hali czekając na ratunek GOPR-u. Wspominaliśmy dawne pobyty na tej hali, również zjazdy z hali leśnym holwegiem, czyli leśną wąską krętą ścieżką czyli na najwyżej i najbliżej położone osiedle o nazwie Zapolanka. Drogą tą jeździliśmy niegdyś z doskonałym turystą narciarzem nieżyjącym już dziś prof. Markiem Kuziakiem, który szeroko propagował tę piękną trasę. My natomiast zjeżdżamy nową łagodną z lewej strony hali, wygodną, lekko obniżającą się leśną drogą do samej Zapolanki.
Zapolanka to przysiółek usytuowany na zboczy pod lasem, który na nartach omijamy z prawej strony jadąc drogą lub lepiej polami. Odtąd dalej lepiej nam było jechać w dół do przełęczy między Redykalną a niewielką górą o wysokości 786 m n.p.m. o nazwie Kiczora. Na przełęczy widzimy ładną murowana kapliczkę a niedaleko w dole przysiółek Kręcichwosty. Droga wozowa, przejedna dla narciarzy prowadzi stąd w dół do długiej doliny Nickuliny i kusi wprost do zjazdu w dół i doliną za żółtymi znakami do Rajczy. Wybraliśmy jak zresztą czyniliśmy to wielokrotnie inną drogę. Pojechaliśmy mianowicie w stronę właśnie Kiczory, w kierunku południowym. Podejście wymaga pokonanie ok. 20m w górę. Można je skrócić omijając wierzchołek z prawej strony tak by dostać się na zachodni stok tej góry. Z Kiczory uzyskaliśmy kosztem kilkunastu minut na podejście, długi zjazd przedłużając o kilka km jazdę do samej Rajczy. Cieszy nas to, że ominęliśmy długą dolinę po drodze między domami. Mijamy Wilczy Groń (668 m) i w prawo wjeżdżamy do ujścia doliny Nickuliny i do szosy między rynkiem a stacją PKP Rajcza.
Jadąc z Kiczory uważaliśmy by nie zjechać ani na lewo do Ujsół ani na prawo do Nickuliny. Na dobre zadowoleni bierzemy narty na ramię - trochę zmęczeni udajemy się do pociągu, skąd wracamy do Żywca.

M.Giełdanowski, M.Ryczkiewicz

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.