Zimowa wycieczka narciarska na Rysiankę i Lipowską
- cz. II
Ze
schroniska na Hali Rysiance wyruszamy za żółtym letnim szlakiem w
kierunku południowo-zachodnim. Przejeżdżamy ładną alejką mijając
po kilkuset metrach schronisko na Hali Lipowskiej.
Schronisko to prowadzone było kiedyś przez znanego gazdę Zbigniewa
Gowina i jego żonę "Miki" a obecnie po śmierci Zbyszka
prowadzi to schronisko żona Miki ze swoja córką.
Schronisko jest bardzo dobrze prowadzone i dobrze można tam zjeść.
Zanim jednak oddaliliśmy się od schroniska warto na chwilę przystąpić
i popatrzeć w tył w kierunku wschodnim.
Widzimy tam ogromną kopułę Pilska ciągnącą się na południe
przez niewielką przełęcz ku nieco niższemu tzw. słowackiemu
Pilsku o nazwie Mechy. Widzimy tam ogromne lasy, które ciągną się
aż do orawskiego Mutnego.
Piszemy "orawskiego" bo jest i polskie przed Jeleśnią, położone
dokładnie na północ. Można powiedzieć i stwierdzić, że mieszkają
w obu miejscowościach spokrewnione rodziny.
W 1980 r. 27 grudnia miała miejsce w tych lasach, które oglądamy,
ogromna tragedia. Grupa chodziarzy, z których trzy osoby zginęły
tam w śniegu z wyczerpania, pomylili kierunki i zamiast ze szczytu
pilska zejść na północ do schroniska na Hali Miziowej zeszli do słowackiej
Polhory, a wracając nie trafili na prawidłowy
kierunek
i przeszli na zachód w widoczne lasy pod Mechami i tam trójka z nich
zmarła.
Po wspomnieniach jedziemy wolno dalej bo śnieg jest bardzo głęboki
a na przetartym szlaku jedzie się wygodnie. Pamiętamy jednak, że
upadek w bok może być co najmniej kłopotliwy.
Jak bowiem wydostać się z głębokiego śniegu puchu przy
zawieszonych wysoko na torze zapiętych nartach. Nasza trasa zjazdowa
to szereg odcinków po pięknych halach z widokami na pierwszym planie
na szczyty graniczne tzw. Worka Raczyńskiego, a dalej na horyzoncie
na różowo świecące w zachodzącym słońcu łańcuchy zębate gór
słowackich.
Najbardziej na wschodzie to Tatry Zachodnie, których przedłużenie
to Wierchy Choczańskie z wyraźnie widocznym dużym stożkiem
Wielkiego Choczo, którego szczyt podobnie jak nasze Polsko i Babia Góra
porośnięty jest kosodrzewiną. Dalej w tyle za dolina Wagu to już
odległe od nas ponad 70 km - Niżne Tatry i jeszcze na prawo
zalesiona Wielka Fatra i piękna skalista Mała Fatra z garbatym
rzucającym się w oczy Rozudźcem. Wszystkie te góry błyszczą bielą,
złotem i w miarę czasu coraz bardziej staja się różowe i
czerwone.
Jedziemy
w kierunku południowo-zachodnim cały czas urzeczeni tymi bajkowymi
widokami. Mijamy kolejno Halę Lipowską a następnie Bieguńską i
Gawłowską. Następnie czeka nas krótkie podejście około 40 m w
stronę Boraczego Wierchu, który omijamy z lewej strony wolno jadąc
w dół.
Pod Boraczym Wierchem zwanym też Motykowym widzimy po lewej stronie
ciągnąca się skośnie w dół Halę Bacmańską, względnie Motykową.
Jedziemy dalej na zachód mijając po prawej stronie wzniesienie
Redykalnego Wierchu i wyjeżdżamy na ogromną, otoczoną już lasami
stromą początkowo Halę Redykalną. Zjazd tu czasami sprawiał nam
trudności choć hala szeroka i długa bez przeszkód. Pozornie jazda
łatwa wygodna i można jechać na szusa.
Napotykaliśmy jednak na zmienne gatunki śniegu i bywały ostre
zahamowania w kopnym śniegu, w puchu lub na niewielkich kopkach śnieżnych
zmrożonych, które nazywaliśmy "kalafiorami". Dla
bezpieczeństwa jedziemy dużymi łukami lub zygzakami. Głośna była
sprawa przed laty samotnego narciarza z Żywca który po wypadku (złamania
nogi) przeleżał prawie przez połowę dnia i częściowo noc na hali
czekając na ratunek GOPR-u. Wspominaliśmy dawne pobyty na tej hali,
również zjazdy z hali leśnym holwegiem, czyli leśną wąską krętą
ścieżką czyli na najwyżej i najbliżej położone osiedle o nazwie
Zapolanka. Drogą tą jeździliśmy niegdyś z doskonałym turystą
narciarzem nieżyjącym już dziś prof. Markiem Kuziakiem, który
szeroko propagował tę piękną trasę. My natomiast zjeżdżamy nową
łagodną z lewej strony hali, wygodną, lekko obniżającą się leśną
drogą do samej Zapolanki.
Zapolanka
to przysiółek usytuowany na zboczy pod lasem, który na nartach
omijamy z prawej strony jadąc drogą lub lepiej polami. Odtąd dalej
lepiej nam było jechać w dół do przełęczy między Redykalną a
niewielką górą o wysokości 786 m n.p.m. o nazwie Kiczora. Na przełęczy
widzimy ładną murowana kapliczkę a niedaleko w dole przysiółek Kręcichwosty.
Droga wozowa, przejedna dla narciarzy prowadzi stąd w dół do długiej
doliny Nickuliny i kusi wprost do zjazdu w dół i doliną za żółtymi
znakami do Rajczy. Wybraliśmy jak zresztą czyniliśmy to
wielokrotnie inną drogę. Pojechaliśmy mianowicie w stronę właśnie
Kiczory, w kierunku południowym. Podejście wymaga pokonanie ok. 20m
w górę. Można je skrócić omijając wierzchołek z prawej strony
tak by dostać się na zachodni stok tej góry. Z Kiczory uzyskaliśmy
kosztem kilkunastu minut na podejście, długi zjazd przedłużając o
kilka km jazdę do samej Rajczy. Cieszy nas to, że ominęliśmy długą
dolinę po drodze między domami. Mijamy Wilczy Groń (668 m) i w
prawo wjeżdżamy do ujścia doliny Nickuliny i do szosy między
rynkiem a stacją PKP Rajcza.
Jadąc z Kiczory uważaliśmy by nie zjechać ani na lewo do Ujsół
ani na prawo do Nickuliny. Na dobre zadowoleni bierzemy narty na ramię
- trochę zmęczeni udajemy się do pociągu, skąd wracamy do Żywca.
M.Giełdanowski, M.Ryczkiewicz