Samo Życie czyli historyczne zapiski sprzed wieków
- Bury na hak! Czyli Hetmana zbójnickiego smutny koniec
Sebastian
Bury jeden z najbardziej znanych na Podbeskidziu hetmanów zbójnickich
XVII wieku przez długi okres czasu siał strach po całej okolicy.
Wielu na sam dźwięk jego imienia podało w popłoch. Przebiegły i
bezwzględny zbój często zmieniał miejsce pobytu. W swojej licznej
kompani miał międzynarodowe towarzystwo, a jego głównym doradcą
był pochodzący z Węgier Dziurdzi.
Po "gościnnych występach" w Trzebini i Juszczynie cała
chorągiew razem ze swoim hersztem przybyła 2 sierpnia 1630 roku do
Milówki. Tam Bury z przyboczną świtą zawitał do domu niejakiego
Szymona Szczotki, kompanie zaś wysłał do karczmy, gdzie:
"ciesząc się, kazał buczno trunków i jadeł nosić, poczynając
jak w beśpiecznym miejscu". Trudno powiedzieć, co bardziej uśpiło
czujność zabijaki i jego bandy, litry wypitego piwa i okowity, czy
też pewność siebie i rutyna. Faktem jest to, iż świętując
zaniedbali własne bezpieczeństwo.
Kiedy zbóje radośnie odpoczywali, wieści o ich pojawieniu się w
okolicy doszły do starostwa żywieckiego. Starosta Krzysztof
Czarnecki, nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, zebrał 150
mieszczan uzbrojonych w strzelby i udał się do Milówki. W tym samym
czasie, gdy zbójnicy świętowali, zbrojni zaciskali pierścień wokół
domu Szczotki. Kiedy wszyscy byli już na stanowiskach, mieszczanie w
szyku zaatakowali. Bury pomimo tego, iż w głowie szumiało mu od
wypitego alkoholu szybko ocenił siłę wroga i zarządził odwrót.
Jednak na ten
manewr
było za późno. Udało się im tylko dopaść do stodoły, z której
przez chwile ostrzeliwali nieproszonych gości. Żywczanie działali
bardzo sprawnie. Podpalili słomę znajdującą się w stodole, co
zmusiło zbójników do panicznej ucieczki. Siedmiu wraz z hetmanem
pochwycono, natomiast jeden przedarł się przez kordon i nie zwracając
uwagi na wezbrane wody Soły wskoczył do rzeki. "Przepłynowszy
na (drugi) brzeg, tam na despekt ubranie spuściwszy, zadek na nie
wypiął, a potym do lasa uciekł".
Ucztujący w karczmie zbójnicy widząc siły interwencyjne
rozproszyli się po okolicy. Starosta Czarnecki nie lekceważąc
pokonanego przeciwnika nakazał pojmanych przywiązać do drzew i
natychmiast odtransportować do zamku. Aby nie dać czasu pozostałym
członkom bandy na przegrupowania, wybrał transport wodny, gdyż
wiedział, że na lądzie łatwiej będzie zbójom przeprowadzić próbę
odbicia hetmana i towarzyszy zbrojnych.
Pojmanych bez przeszkód zaprowadzono przed oblicze sądu. Trybunał
mając na uwadze nie tylko wymierzenie sprawiedliwości, ale również
działanie prewencyjne z egzekucji uczynił widowisko. Zbójów ćwiartowano,
a Burego jako hetmana powieszono na haku. Kiedy kat wbił mu hak w bok
ten zawołał: "Wio Bury do góry", a gdy wisiał zawieszony
i patrzył jak kat ćwiartował jego siepaczy nie zważając na tłum,
a może specjalnie dla niego, aby pozostać w pamięci zebranych jako
ten nieustraszony, którego nic złamać nie mogło zawołał do kata:
"narąbałeś teraz mięsa, jedzże go". Pewnie doszłoby do
dalszych ekscesów, jednak na prośbę kapłanów postanowiono ulżyć
mu w cierpieniach i "strzelić weń katu rozkazano". Tak
zakończyła się historia jednego z najbardziej okrutnych zbójników
tamtego okresu.
Jacek Kachel