Nad Sołą i Koszarawą - nr 6 (109) - rok  VI - 15 Marzec  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Samo Życie czyli historyczne zapiski sprzed wieków - Bury na hak! Czyli Hetmana zbójnickiego smutny koniec

Sebastian Bury jeden z najbardziej znanych na Podbeskidziu hetmanów zbójnickich XVII wieku przez długi okres czasu siał strach po całej okolicy. Wielu na sam dźwięk jego imienia podało w popłoch. Przebiegły i bezwzględny zbój często zmieniał miejsce pobytu. W swojej licznej kompani miał międzynarodowe towarzystwo, a jego głównym doradcą był pochodzący z Węgier Dziurdzi.
Po "gościnnych występach" w Trzebini i Juszczynie cała chorągiew razem ze swoim hersztem przybyła 2 sierpnia 1630 roku do Milówki. Tam Bury z przyboczną świtą zawitał do domu niejakiego Szymona Szczotki, kompanie zaś wysłał do karczmy, gdzie: "ciesząc się, kazał buczno trunków i jadeł nosić, poczynając jak w beśpiecznym miejscu". Trudno powiedzieć, co bardziej uśpiło czujność zabijaki i jego bandy, litry wypitego piwa i okowity, czy też pewność siebie i rutyna. Faktem jest to, iż świętując zaniedbali własne bezpieczeństwo.
Kiedy zbóje radośnie odpoczywali, wieści o ich pojawieniu się w okolicy doszły do starostwa żywieckiego. Starosta Krzysztof Czarnecki, nie czekając na dalszy rozwój sytuacji, zebrał 150 mieszczan uzbrojonych w strzelby i udał się do Milówki. W tym samym czasie, gdy zbójnicy świętowali, zbrojni zaciskali pierścień wokół domu Szczotki. Kiedy wszyscy byli już na stanowiskach, mieszczanie w szyku zaatakowali. Bury pomimo tego, iż w głowie szumiało mu od wypitego alkoholu szybko ocenił siłę wroga i zarządził odwrót. Jednak na ten manewr było za późno. Udało się im tylko dopaść do stodoły, z której przez chwile ostrzeliwali nieproszonych gości. Żywczanie działali bardzo sprawnie. Podpalili słomę znajdującą się w stodole, co zmusiło zbójników do panicznej ucieczki. Siedmiu wraz z hetmanem pochwycono, natomiast jeden przedarł się przez kordon i nie zwracając uwagi na wezbrane wody Soły wskoczył do rzeki. "Przepłynowszy na (drugi) brzeg, tam na despekt ubranie spuściwszy, zadek na nie wypiął, a potym do lasa uciekł".
Ucztujący w karczmie zbójnicy widząc siły interwencyjne rozproszyli się po okolicy. Starosta Czarnecki nie lekceważąc pokonanego przeciwnika nakazał pojmanych przywiązać do drzew i natychmiast odtransportować do zamku. Aby nie dać czasu pozostałym członkom bandy na przegrupowania, wybrał transport wodny, gdyż wiedział, że na lądzie łatwiej będzie zbójom przeprowadzić próbę odbicia hetmana i towarzyszy zbrojnych.
Pojmanych bez przeszkód zaprowadzono przed oblicze sądu. Trybunał mając na uwadze nie tylko wymierzenie sprawiedliwości, ale również działanie prewencyjne z egzekucji uczynił widowisko. Zbójów ćwiartowano, a Burego jako hetmana powieszono na haku. Kiedy kat wbił mu hak w bok ten zawołał: "Wio Bury do góry", a gdy wisiał zawieszony i patrzył jak kat ćwiartował jego siepaczy nie zważając na tłum, a może specjalnie dla niego, aby pozostać w pamięci zebranych jako ten nieustraszony, którego nic złamać nie mogło zawołał do kata: "narąbałeś teraz mięsa, jedzże go". Pewnie doszłoby do dalszych ekscesów, jednak na prośbę kapłanów postanowiono ulżyć mu w cierpieniach i "strzelić weń katu rozkazano". Tak zakończyła się historia jednego z najbardziej okrutnych zbójników tamtego okresu.

Jacek Kachel

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.