Himalaje pachnące wanilią - w obliczu grozy i piękna
cz. II
Dalsza
trasa planowana była przez słynną przełęcz Chola La 5420 m
n.p.m., ale Szerpa odmówił przejścia z uwagi na opady śniegu. Tak
więc schodzimy w dół ponad 1000 m przewyższenia. Ale to też ma
zalety, poprawiło aklimatyzację. Po drodze osada Pangboche z
najstarszym klasztorem w rejonie Khumbu ok. 300 lat, gdzie miał się
znajdować skalp i kości legendarnego "YETI", ale został
gdzieś przeniesiony. Dochodzimy do Lobuche i dalej do Gorak Shep
5170m n.p.m. najwyżej położona osada schroniska w Nepalu a tu baza
do wyjścia na słynny Kalapattar i bazy pod Mont Everestem.
Rozpoczynamy od bazy 5450m n.p.m., droga uciążliwa ale widokowo
cudowna, częściowo lodowcem Khumbu. Wspaniała pogoda dodaje uroku
spacerowi, Mont Everest w zasięgu ręki. Decyduję się na samotne
wejście do lodospadu, podchodzę na słynny Ice Fall, pragnę na nim
stanąć, dotknąć ręką, naprawdę robi ogromne wrażenie, jest on
zresztą jedną z trudniejszych barier do pokonania w wejściu na Mont
Everest. Nasycony pozytywną grozą powoli schodzę w dół do Gorak
Shep. Po dobrze przespanej nocy, następny cel to piękny szczyt
Kalapattar 5.545 m n.p.m. i tutaj wchodzę bez problemu, cudowny
spacer, Mont Everest przed nosem i uważam, że jest to bezdyskusyjnie
najlepszy punkt widokowy na M.Everest i jego otoczenie. I tak minął
15-ty
dzień
marszu. Dalej zejście do Lobuche. Tutaj mój planowany Szczyt Lobuche
Est 6.119 m n.p.m. Szerpa i tragarz ociągają się z wyjściem coś
mi się nie podoba.
Tragarz - przewodnik wyprowadza na szczyt Lobuche Pik 5.592 m n.p.m i
stwierdza, że to już "Finisz", faktycznie dalej drogi nie
ma, pionowa ściana w dół. Po prostu zrobiono nas w
"konia" a argumentu w postaci odmowy zapłaty nie było bo w
Katmandu zostało wszystko zapłacone (poważny błąd). Trudno,
schodzimy by kontynuować marsz do Chhukung, urocza osada na wys.
4.780 m n.p.m. u podnóża Lhotse. I znowu po dobrze przespanej nocy
wyjście na Chhukhung Pik 5.883 m n.p.m., pogoda nadal idealna, śniegu
nie ma mimo tak poważnej wysokości. Wychodzę bez trudności, na
szczycie jestem sam, tylko Ri - tragarz, schował się gdzieś za skały.
Mam więc możliwość przeżycia kontemplacji samotnie, będąc
"oko w oko" z cudowną Lhotse. Zapragnąłem Bogu i rodzicom
podziękować za dar mojej osobowości, za zdrowie i pogodę, że
Himalaje były i są dla mnie łaskawe i tutaj dopada mnie ogromne
wzruszenie, którego nie potrafiłem opanować a łzy radości same
popłynęły z oczu, Ri to zauważył objął mnie i widziałem, że
on to też przeżywał, gdyż był człowiekiem wrażliwym. Kiedy po dłuższym
czasie tej wspaniałej uczty zacząłem się pakować do zejścia
doszedł
Adam i razem przez Chhukhung Ri 5.546 mnpm zeszliśmy na zasłużony
odpoczynek. Stąd ostatni etap marszu do Tengboche, gdzie po drodze
spotykam grupę Polaków prowadzoną przez Annę Czerwińską i Rysia
Pawłowskiego, ich celem był Ama Deblam 6.856 m n.p.m. i trochę im
tego zazdrościłem.
W Tengbocha zwiedzanie słynnego klasztoru. Szczęśliwy, zdrowy i cały
dochodzę do Lukli, a stąd przelot samolotem do Katmandu. To
„cacko” jest sterowane tylko wprawną ręką i okiem
pilota(przy złej pogodzie nie latają), a przebijają się przez
napotkane chmury, odczuwa się wtedy wibrację takie jak samochodem
jadącym po drodze z dziurami po zimowych wymrożeniach, ale szczęśliwie
lądujemy w Katmandu. Tutaj jest masę czasu by zwiedzić miasto i
jego zabytki, założone w VIII wieku z pięknymi budowlami sakralnymi
i królewskimi. Mam szczęście zobaczyć prawdziwą, żywą boginię
KUMARI. Starannie "zaliczyłem" te cuda. Po Katmandu nastąpiło
zwiedzanie Patanu, dawna nazwa Lalitpur co znaczy miasto piękna, którego
zaczątki sięgają III wieku. Mając dostateczną ilość czasu
zdecydowałem się na wyjazd do Pokhary, która jako miasto mnie
rozczarowała, natomiast uroczysko w postaci "Sanktuarium
Annapurny" odbijającego się w zwierciadle jeziora Phewa warte
było dwudniowego trudu. Po powrocie z Pokhary zwiedzam Ehaktapur,
miasto którego początki sięgają II wieku, oddalone od Katmandu 17
km. Tak w Katmandu, w Patanie i tutaj Durbar (pałac) Sguare jest
najbogatszą w zabytki częścią miasta. Te budowle królewskie i
sakralne są imponujące, robiące ogromne wrażenie, to arcydzieło
sztuki. Świątynie w stylu pagody a ten styl właśnie wywodzi się z
Doliny Katmandu. W Nepalu religią państwową jest hinduizm a drugą
buddyzm i tu trzeba pamiętać, że Budda urodził się w Nepalu około
560 r. pne.
Cóż,
Nepal, Himalaje są tak urocze i ciekawe, że można by pisać dużo,
wiele zapisać kart, ale pragnę przedstawić te, które mnie pobudziły
do jakiś refleksji, może tutaj nie przedstawiono wszystkich, bo jak
przedstawiać np. spektakl kremacji zwłok ludzkich, czy wiele innych
zjawisk, tak pozytywnych jak i bardziej przykrych np. że ze świętej
rzeki Bagmati zrobiono "rynsztok", ale nade wszystko pragnę
podkreślić dobroć i pogodę ludzi przy ich biedocie i ciężkiej
pracy. Wspaniale świętują festiwale, było mi dane tutaj przeżyć
Nowy Rok, pierwsza listopadowa pełnia księżyca, i wiele innych
zjawisk specyficznych i jedynych tylko dla Nepalu. Kocham góry, znam
Beskidy, Tatry, poznałem Alpy, Kaukaz i teraz Himalaje i czy mogę
powiedzieć które są mi najbardziej ukochane. Odpowiem tak, że tak
jak z ludźmi i rodziną, że ci co są najbliżej z którymi się żyje
na co dzień i najbardziej współżyje, to ci są najbliżsi sercu a
gdy odchodzą tych najbardziej nam żal.
Himalaje, mimo że pochłonęły tyle istot ludzkich pragnę
przedstawić jako dobroduszne, łagodne, dla mnie były łaskawe, dały
mi cudowne przeżycia z częścią tych przeżyć (a chętnie bym je
powtórzył) zapragnął się podzielić z redakcją NSiK i jej
Czytelnikami piszący te słowa Edmund Zaiczek pozostając z poważaniem
i szacunkiem, życząc wszystkiego najlepszego a zdrowia przede
wszystkim.
E.Zaiczek