Nad Sołą i Koszarawą - nr 6 (109) - rok  VI - 15 Marzec  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Himalaje pachnące wanilią - w obliczu grozy i piękna cz. II

Dalsza trasa planowana była przez słynną przełęcz Chola La 5420 m n.p.m., ale Szerpa odmówił przejścia z uwagi na opady śniegu. Tak więc schodzimy w dół ponad 1000 m przewyższenia. Ale to też ma zalety, poprawiło aklimatyzację. Po drodze osada Pangboche z najstarszym klasztorem w rejonie Khumbu ok. 300 lat, gdzie miał się znajdować skalp i kości legendarnego "YETI", ale został gdzieś przeniesiony. Dochodzimy do Lobuche i dalej do Gorak Shep 5170m n.p.m. najwyżej położona osada schroniska w Nepalu a tu baza do wyjścia na słynny Kalapattar i bazy pod Mont Everestem. Rozpoczynamy od bazy 5450m n.p.m., droga uciążliwa ale widokowo cudowna, częściowo lodowcem Khumbu. Wspaniała pogoda dodaje uroku spacerowi, Mont Everest w zasięgu ręki. Decyduję się na samotne wejście do lodospadu, podchodzę na słynny Ice Fall, pragnę na nim stanąć, dotknąć ręką, naprawdę robi ogromne wrażenie, jest on zresztą jedną z trudniejszych barier do pokonania w wejściu na Mont Everest. Nasycony pozytywną grozą powoli schodzę w dół do Gorak Shep. Po dobrze przespanej nocy, następny cel to piękny szczyt Kalapattar 5.545 m n.p.m. i tutaj wchodzę bez problemu, cudowny spacer, Mont Everest przed nosem i uważam, że jest to bezdyskusyjnie najlepszy punkt widokowy na M.Everest i jego otoczenie. I tak minął 15-ty dzień marszu. Dalej zejście do Lobuche. Tutaj mój planowany Szczyt Lobuche Est 6.119 m n.p.m. Szerpa i tragarz ociągają się z wyjściem coś mi się nie podoba.
Tragarz - przewodnik wyprowadza na szczyt Lobuche Pik 5.592 m n.p.m i stwierdza, że to już "Finisz", faktycznie dalej drogi nie ma, pionowa ściana w dół. Po prostu zrobiono nas w "konia" a argumentu w postaci odmowy zapłaty nie było bo w Katmandu zostało wszystko zapłacone (poważny błąd). Trudno, schodzimy by kontynuować marsz do Chhukung, urocza osada na wys. 4.780 m n.p.m. u podnóża Lhotse. I znowu po dobrze przespanej nocy wyjście na Chhukhung Pik 5.883 m n.p.m., pogoda nadal idealna, śniegu nie ma mimo tak poważnej wysokości. Wychodzę bez trudności, na szczycie jestem sam, tylko Ri - tragarz, schował się gdzieś za skały. Mam więc możliwość przeżycia kontemplacji samotnie, będąc "oko w oko" z cudowną Lhotse. Zapragnąłem Bogu i rodzicom podziękować za dar mojej osobowości, za zdrowie i pogodę, że Himalaje były i są dla mnie łaskawe i tutaj dopada mnie ogromne wzruszenie, którego nie potrafiłem opanować a łzy radości same popłynęły z oczu, Ri to zauważył objął mnie i widziałem, że on to też przeżywał, gdyż był człowiekiem wrażliwym. Kiedy po dłuższym czasie tej wspaniałej uczty zacząłem się pakować do zejścia doszedł Adam i razem przez Chhukhung Ri 5.546 mnpm zeszliśmy na zasłużony odpoczynek. Stąd ostatni etap marszu do Tengboche, gdzie po drodze spotykam grupę Polaków prowadzoną przez Annę Czerwińską i Rysia Pawłowskiego, ich celem był Ama Deblam 6.856 m n.p.m. i trochę im tego zazdrościłem.
W Tengbocha zwiedzanie słynnego klasztoru. Szczęśliwy, zdrowy i cały dochodzę do Lukli, a stąd przelot samolotem do Katmandu. To „cacko” jest sterowane tylko wprawną ręką i okiem pilota(przy złej pogodzie nie latają), a przebijają się przez napotkane chmury, odczuwa się wtedy wibrację takie jak samochodem jadącym po drodze z dziurami po zimowych wymrożeniach, ale szczęśliwie lądujemy w Katmandu. Tutaj jest masę czasu by zwiedzić miasto i jego zabytki, założone w VIII wieku z pięknymi budowlami sakralnymi i królewskimi. Mam szczęście zobaczyć prawdziwą, żywą boginię KUMARI. Starannie "zaliczyłem" te cuda. Po Katmandu nastąpiło zwiedzanie Patanu, dawna nazwa Lalitpur co znaczy miasto piękna, którego zaczątki sięgają III wieku. Mając dostateczną ilość czasu zdecydowałem się na wyjazd do Pokhary, która jako miasto mnie rozczarowała, natomiast uroczysko w postaci "Sanktuarium Annapurny" odbijającego się w zwierciadle jeziora Phewa warte było dwudniowego trudu. Po powrocie z Pokhary zwiedzam Ehaktapur, miasto którego początki sięgają II wieku, oddalone od Katmandu 17 km. Tak w Katmandu, w Patanie i tutaj Durbar (pałac) Sguare jest najbogatszą w zabytki częścią miasta. Te budowle królewskie i sakralne są imponujące, robiące ogromne wrażenie, to arcydzieło sztuki. Świątynie w stylu pagody a ten styl właśnie wywodzi się z Doliny Katmandu. W Nepalu religią państwową jest hinduizm a drugą buddyzm i tu trzeba pamiętać, że Budda urodził się w Nepalu około 560 r. pne.
Cóż, Nepal, Himalaje są tak urocze i ciekawe, że można by pisać dużo, wiele zapisać kart, ale pragnę przedstawić te, które mnie pobudziły do jakiś refleksji, może tutaj nie przedstawiono wszystkich, bo jak przedstawiać np. spektakl kremacji zwłok ludzkich, czy wiele innych zjawisk, tak pozytywnych jak i bardziej przykrych np. że ze świętej rzeki Bagmati zrobiono "rynsztok", ale nade wszystko pragnę podkreślić dobroć i pogodę ludzi przy ich biedocie i ciężkiej pracy. Wspaniale świętują festiwale, było mi dane tutaj przeżyć Nowy Rok, pierwsza listopadowa pełnia księżyca, i wiele innych zjawisk specyficznych i jedynych tylko dla Nepalu. Kocham góry, znam Beskidy, Tatry, poznałem Alpy, Kaukaz i teraz Himalaje i czy mogę powiedzieć które są mi najbardziej ukochane. Odpowiem tak, że tak jak z ludźmi i rodziną, że ci co są najbliżej z którymi się żyje na co dzień i najbardziej współżyje, to ci są najbliżsi sercu a gdy odchodzą tych najbardziej nam żal.
Himalaje, mimo że pochłonęły tyle istot ludzkich pragnę przedstawić jako dobroduszne, łagodne, dla mnie były łaskawe, dały mi cudowne przeżycia z częścią tych przeżyć (a chętnie bym je powtórzył) zapragnął się podzielić z redakcją NSiK i jej Czytelnikami piszący te słowa Edmund Zaiczek pozostając z poważaniem i szacunkiem, życząc wszystkiego najlepszego a zdrowia przede wszystkim.

E.Zaiczek

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.