Nad Sołą i Koszarawą - nr 6 (109) - rok  VI - 15 Marzec  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Telekomunikacja w kontrataku

   O tym że TP S.A. jest absolutnym monopolistą i "dzierżymordą" na rynku telefonicznym wiemy od dawna. Pomału zaczynają ją" kąsać"komórkowcy. I to jest dobrze. To, że jest bardzo bogata, wszyscy wiemy o czym świadczyły i nadal świadczą głupie reklamy ukazujące swoją moc sprawczą. To jest tak jakby w raju Adam zrobił konkurs piękności i jako juror wybrał Ewę. Ale z tymi głupstwami i niefrasobliwie wydawanymi pieniędzmi musimy się pogodzić, gdyż każdy z nas abonentów jest tylko malutką śrubką w całej machinie. Natomiast nie można pogodzić się z bezczelnością jej operatorów, którzy bez zdania racji potrafią wyłączyć telefon i to bez uprzedzenia i upomnienia. Gorzej, gdy robią to bezpodstawnie. Otóż w środku lutego, w jeden z piątków w firmie zgłaszają mi, że telefony nie działają. Ale to nie jest uszkodzenie mechaniczne, gdyż do mnie można się dodzwonić. A więc pierwsza myśl. Ktoś zapomniał zapłacić. Sprawdzam kwity, wszystko gra. Idę z interwencją do centrali w Żywcu, a pani z uśmiechem mówi mi aby przynieść kwity z października ,listopada i grudnia, bo chyba jest niezapłacone. Co to znaczy chyba? Skoro sprawdzałem, że wpłat dokonano i to w formie przelewu. To ją nieprzekonało. Mam przynieść kwity. Ona je zkseruje a decyzję podejmie ktoś w Cieszynie. O tempora o mores. Ale nie mam wyjścia. Idę, wracam i przynoszę, wszystko się zgadza a telefony nadal nie funkcjonują. Pani nie wie dlaczego tak jest, to wina komputera. Takich klientów jak ja w tym dniu było ponad dwudziestu, z tego 90% to klienci tacy jak ja, mieli wszystko, uregulowane. Pani za biurkiem ze stoickim spokojem odpowiada nam, że zrobi wszystko aby z powrotem włączyć nasze telefony. Nie wytrzymując nerwowo interweniowałem u dyr. Stawarskiego, którego uważałem za najbardziej kompetentnego w tej sprawie. Ale On mi podał numery telefonów, na które dzwoniąc nikt nie odbierał. Wreszcie wyjaśnił mi że w ramach reorganizacji On już podlega Cieszynowi a te moje bolączki załatwią albo Katowice albo Warszawa. Całe szczęście że nie Bruksela. Uważam, że jest to czyste draństwo, gdyż może popsuć się wszystko nawet najdoskonalszy komputer, ale odrobina kultury nakazuje powiedzieć słowo-przepraszam. Cóż wyhodowaliśmy sobie wrzoda na własnym ciele.

Kazimierz SEMIK

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.