Nad Sołą i Koszarawą - nr 5 (108) - rok  VI - 1 Marzec  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Kalejdoskop / nie tylko / wspomnień - Z czym do Europy.

W koronie trzech Beskidów
Z uporem maniaka, po raz kolejny, wracam do problemu wykorzystania wyjątkowych walorów rekreacyjno-turystycznych Żywiecczyzny. Wracam, bo może wreszcie...
Co prawda - mój serdeczny przyjaciel - Tadeusz Trębacz, człowiek, podobnie jak ja rozmiłowany w pięknie Żywiecczyzny, ile razy się spotkamy, wylewa mi kubeł zimnej wody na głowę mówiąc: "Cóż z tego, że może i nieźle piszesz, / używa innego określenia, ale niech tak zostanie /, że podejmujesz bardzo trafne tematy, skoro i tak mało kto to czyta, a jeszcze mniej jest tych, którzy nad sensem artykułu się zastanowią, nie mówiąc już o tych, którzy chcieliby zawarte w nim sugestie wprowadzić w życie".
Chyba On i ma rację, ale ja pozostanę niepoprawnym optymistą i będę pisał. 
A może czasem znajdę podobnego nam entuzjastę Żywiecczyzny, który postara się, aby rzucane ziarna trafiły na właściwą glebę i zakiełkowały. A jak już zakiełkują, to prędzej, czy później coś z nich wyrośnie.
W jednym z ubiegłorocznych numerów NSiK pisałem o tym, że przyszłością Żywiecczyzny może i powinien stać się przemysł turystyczny, jako, że Żywiecczyzna posiada atuty jakimi nie może pochwalić się, bodaj żaden z powiatów w naszym kraju, a już na pewno w województwie śląskim.
Nie wiem, czy gdziekolwiek w Polsce jest taki powiat, na którego terenie byłyby zlokalizowane trzy parki krajobrazowe. Jeden - Żywiecki w całości, a dwa - Beskidu Śląskiego i Beskidu Małego w znaczącej części.
Lokalizacja Parków Krajobrazowych, mówi sama za siebie. Oznacza to bowiem, że na żadnym innym terenie nie spotyka się takiego nagromadzenia wartości przyrodniczo - krajobrazowych i kulturowych jak na terenie objętym ochroną parków. 
Beskid Żywiecki zaznacza swoją odrębność potężnym masywem Babiej Góry, wyraźnie dystansującym się od odległych Tatr. Potem kolejno, niczym graniczne straże pomiędzy Polską, a Słowacją, wyrastają szczyty Pilska, Romanki, Lipowskiej, Rycerzowej, Będoszki, Praszywki , Kikuli i Magóry. Na Przełęczy Zwardońskiej przekazuje on graniczne czaty dalej. Beskid Śląski, powołuje do pełnienia warty Kiczorę, Stożek Wielki i Wlk. Czantorię, ale ramionami Gańczorki, Baraniej Góry i Skrzycznego, wespół ze szczytami Magórki, Czupla i Jaworzyny - z Beskidu Małego obejmują Kotlinę Żywiecką .
Żywieczyzna- objęta, niczym koroną, pasmami górskimi trzech Beskidów stanowi perłę Rzeczpospolitej. Ziemia, może tu nie jest najbardziej urodzajna. Na górskich stokach nie brak różnych zbyrków i płonych polan, ale szczyci się za to wspaniałymi drzewostanami, czystym bogatym w tlen i ozon powietrzem, rybnymi potokami i rzekami, a nade wszystko stanowi okno Rzeczypospolitej na świat.
Bliżej stąd do Wiednia, Pragi, Budapesztu, niż do Warszawy. 
Może więc Żywiecczyzna stać się Mekką, tak dla turystów uwielbiających włóczęgę z plecakiem po górach, jak i zmotoryzowanych, wyruszających w szeroki świat. 
Może także być spełnieniem snów dla tych którzy nad górskie szlaki przedkładają włóczęgę z flintą na ramieniu po bezdrożach Beskidzkiej Kniei. Beskidy są rajem, nie tylko dla myśliwych, którzy więcej od celnego strzału cenią sobie możliwość obcowania z naturą i zachwycanie się niepowtarzalnym pięknem krajobrazu. Łagodne, gęsto zalesione stoki górskie, pieniące się w gniewnym szumie potoki, spadające z gór po kamiennych progach i pachnące żywicą powietrze, mogą zadowolić najbardziej wybrednych.
Mimo, że cywilizacja nie oszczędza także Beskidów, w trudno dostępnych partiach gór, przepastnych wąwozach i zwartych niczym afrykański busz młodnikach spotkać można obok dzika i jelenia, także niedźwiedzia, wilka, rysia, tokującego głuszca, całego "leśnego drobiazgu" nie licząc. Mrożące krew w żyłach opowiadania przechwałków o myśliwskich przygodach w Beskidach, mają w sobie taką samą dozę prawdopodobieństwa, co i kłamstwa, bo mogło się to zdarzyć naprawdę, ale nigdy nie musiało. 
Ma więc Żywiecczyzna czym zaimponować i zauroczyć. Co prawda lokalizacja parków zakłada ochronę przyrody i krajobrazu, ale ochronę przed nieprzemyślanymi inwestycjami, głównie wczasowo - turystycznymi, przed niewłaściwym gospodarowaniem zagrażającym wartościom przyrodniczym i kulturowym tych terenów. Natomiast wręcz zakłada możliwość racjonalnego udostępnienia ich terenów ludziom łaknącym ciszy, spokoju, kontaktu z nie skażoną naturą i pięknem krajobrazu. I trzeba im te tereny udostępnić.
Dlatego dziwi, że do tej pory nie zostały oznakowane, wytyczone w parkach i opracowane ścieżki przyrodniczo krajobrazowe, o których pisałem w artykule p.t. "Czy Beskidy mogą oczarować". Kierownictwo Beskidzkich Parków Krajobrazowych milczy. 
Ale co może kierownik tych parków sprowadzony do roli głównego specjalisty, skoro wojewoda śląski, do którego zwracaliśmy się w sprawie rangi kierownictwa tych parków, jakby nie znał zasad prawa prasowego, milczy. Z rozmów, jakie przeprowadziłem z niektórymi wójtami wywnioskowałem, że oni z kolei, "zapalili się" do wytyczania ścieżek rowerowych. Bardzo pochwalam ideę wytyczania ścieżek rowerowych, podobnie jak szlaków do turystyki konnej, czy narciarskiej, stwarzajmy jak największą ofertę, bo ona tylko i wyłącznie może uatrakcyjnić nasze Beskidy. Jednak, póki co, wciąż jeszcze znacznie częściej można spotkać w Beskidach wędrujących pieszo turystów, aniżeli banderię konną, czy kolarski peleton. Ponadto ścieżki przyrodnicze, na terenach takich gmin, jak : Czernichów, Lipowa, Łodygowice, Węgierska Górka, Milówka, Rajcza, Ujsoły, Jeleśnia, są już wytyczone i opisane, trzeba je tylko oznakować i zatroszczyć się o to, aby te małe książeczki były powszechnie do nabycia, co z finansowego punktu widzenia nie powinno stanowić żadnego problemu, a dla turysty stanowiłoby bardzo eleganckie zaproszenie w Beskidy.
Podobnie przyjemniej i wygodniej wędrowało by się ludziom po dobrze oznakowanych i utrzymanych trasach turystycznych. W artykule "Na czerwonym beskidzkim szlaku" sugerowałem, jak tanim kosztem można by pięknie i ciekawie zagospodarować - miejscami bagnisty - szlak pomiędzy Wielką Raczą, a Przegibkiem. Ale czy tylko ten? I co? Cicho! 
Chociaż wiem, że niektórzy, cenieni działacze PTTK artykuł ten czytali.
Trudno, do starej gwardii PTTK mieć pretensję, że milczą. Oni po prostu zachowują się jak wygasłe - może jeszcze dymiące - ale tylko dymiące wulkany. 
Gdzie jednak jest młoda kadra, młody narybek działaczy i to nie tylko w tej organizacji.
Dla rozwoju wszelkiego rodzaju form wypoczynku i turystyki, potrzeba wielu rzeczy. Potrzeba dróg, odpowiedniej bazy, usprzętowienia itd. itd. 
Ale nade wszystko potrzeba młodych , energicznych, przedsiębiorczych i zapalonych ludzi. 
I to ludzi, nie działających w pojedynkę, ale tworzących różnego rodzaju związki i stowarzyszenia, bo tylko we wspólnym przemyślanym działaniu jest siła i szansa powodzenia.
W jednym z ostatnich artykułów pisałem o tym jaka to duża ilość różnego rodzaju stowarzyszeń działa w powiecie Busko. Łączą się ludzie szukając szansy rozwoju, także w turystyce. Gdyby Oni dysponowali takimi walorami, jakimi przyroda obdarzyła nas!
Zastrzegłem się na wstępie, że jestem niepoprawnym optymistą i dlatego wierzę, że rozbudzą się, drzemiące w naszej społeczności siły i potrafimy skutecznie konkurować z innymi. Mamy przecież, jeszcze jeden atut. Wszak to na naszym terenie działa Beskidzka Wyższa Szkoła Turystyki. Może zgromadzony w niej potencjał naukowy i materiał ludzki, da znać o sobie, niczym dobry rój. Oby tak się stało.
Antoni Urbaniec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.