Nad Sołą i Koszarawą - nr 5 (108) - rok  VI - 1 Marzec  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Zimowa wycieczka narciarska na Rysiankę i Lipowską.


W okresie zimowym jak zwykle przechodziliśmy z turystyki pieszej po górach na turystykę narciarską. Zwyczaj ten kontynuujemy nadal wbrew współczesnym tendencjom, którym ulegają liczne rzesze miłośników sportów zimowych. Obecnie większość narciarzy skupia się wokół wyciągów przekładając uroki wielokrotnie powtarzanych zjazdów nad uroki turystyki na nartach. Nie tak dawno było jeszcze inaczej gdy liczne rzesze uczestników zimowych wczasów narciarskich wędrowały na nartach od schroniska do schroniska. 
Liczne rajdy narciarskie powodowały, że takie trasy na Pilsko, granica przez Halę Cudzichową przez Palenice i Trzy Kopce na Rysiankę, albo ze Złatnej - Huty a nawet od schroniska na Boraczej były zawsze przejezdne czy jak się popularnie nazywało - przetarte.
Na przekór wszystkiemu wybraliśmy się z nartami na ramieniu ze Sopotni Wielkiej do sąsiadujących ze sobą schronisk na Rysiance i Lipowskiej z zaplanowanym zjazdem do Rajczy. Znamy wiele pięknych tras narciarskich ale ten zjazd o długości ponad 12 km przy różnicy poziomów ponad 700 m, cały niemal czas pięknymi halami z widokami na Niźne Tatry, Małą Fatrę i nasze góry graniczne Worka Raczańskiego należy do najpiękniejszych jakie znamy. Wyruszyliśmy wczas rano z ostatniego przystanku PPKS w Sopotni Wielkiej - Kolonii. Zostawiliśmy za sobą ładną zaporę wodną, w której łączą się płynący spod Pilska potok Cebula z płynącą spod Rysianki - Sopotnianką /dawniej Wejzerkę/. Mijamy po prawej stronie kilkanaście domków letniskowych i wchodzimy w leśną dolinę.
Szeroka równa droga prowadzi nas wzdłuż uroczego potoku.
Szum wody przelewającej się przez kamienie i przez kilka ładnych wodospadów towarzyszy nam przez dłuższy czas. Za barierkę odgradzającą drogę od potoku zwisają do wody oblodzone gałęzie z sopelkami błyszczącymi w przedzierającym się przez ośnieżone konary drzew - słońcu.
Drogą zasypaną po kolana śniegiem, i gdyby nie sanie zwożące ogromne pnie drzew świerkowych tworząc koleiny - trudno byłoby wędrować. Po około 1.5 km dochodzimy do większego potoku opływającego z lewej strony a na nim wysoką na kilka metrów kamienną zaporę. To potok Roztoka dopływający do granicznej między Pilskiem a Lipowską góry Palenicy. Z tego miejsca chodziliśmy w lecie przez potok na lewo przez polanę Cyrlę i przez ogromną ukrytą w lasach Halę Marszałkową z dwoma starymi bukami na środku ku granicy na Trzech Kopcach. Również z tego miejsca chodziliśmy dawniej najkrótszą drogą na Halę Rysiankę tzw. drogą przez rezerwat. Droga ta teraz całkiem jest pozarastana.
Przy tej starej drodze już blisko hali stała ogromna stara jodła z długimi gałęziami opadającymi ku ziemi. W czasie zamieci śnieżnej mogło się pod nią wygodnie schronić nawet kilka osób w takim oryginalnym "namiocie śnieżnym" Korzystał z niej ówczesny nasz znajomy kierownik schroniska, nieżyjący już dziś Mieczysław Drzymała przy dowożeniu mięsa do schroniska Rysianka. Idąc wspominamy też wielkie ilości borówek, na które napotykaliśmy jesienią na Hali Marszałkowej. Po dobrych kilkuset metrach dalszej drogi wzdłuż potoku nasz niebieski szlak, który nam dotąd towarzyszył, odbija z doliny w prawo w górę. Nie można było jednak iść nim dalej do schroniska na Rysiankę bo to typowy szlak letni, który w okresie zimowym bywa zasypany i nieostrożnego turystę czekałoby szukanie znaków po drzewach na stromym zalesionym stoku do tego w głębokim śniegu. Przechodzimy po dalszych kilkuset metrach przez mostek na lewą stronę potoku i mijamy po lewej stronie duży skład drzewa. Z przyjemnością wdychamy mroźne powietrze nasycone zapachem igliwia i żywicy. Droga powoli zaczyna bardziej wznosić się w górę i wielką pętlą podchodzi pod stromą przecinkę prowadzącą wprost na halę i do schroniska. Odważni czasem przeskakują potok po oblodzonych i ośnieżonych głazach co daje znaczny skrót drogi.
My jednak idziemy dalej i łukiem w prawo przez mostek wychodzimy pod wspomnianą przecinkę. Przecinka jest bardzo stroma i długa ponad 1 km. Pod koniec wspinaczki dochodzi, z prawej strony zagubiony na dole niebieski szlak i za chwilę jesteśmy już na hali.
Wyszliśmy z głębokiego lasu. Co za szok. Olbrzymia przestrzeń białej nasłonecznionej tafli śniegu a nad nią niebieskie cudne niebo.
Bliżej nas błyszczą wysokie na wiele metrów białe stożki zasypanych drzewek i drzew, a niektóre pochylone kłaniają się wprost nam.
Idziemy między nimi cały czas dźwigając narty na ramionach. Od wyjścia z lasu cały czas odczuwamy ten kontrast białego czystego śniegu i niebieskiego nieba. Po prawej stronie mijamy wyciąg orczykowy a przy nim grupę roześmianej kolorowo ubranej młodzieży. Dalej na prawo przez chwilę obserwujemy zalesiony grzbiet bliskiej stąd Romanki. Do schroniska Rysianka wchodzimy w prawdziwym tunelu śnieżnym. 
Znowu kontrast. Wzrok dopiero po chwili przystosowuje się do ciemniejszych pomieszczeń. Zamawiamy w bardzo dobrze prowadzonym schronisku u Włodzimierza Fiuta - herbatkę oraz jajecznicę, którą z przyjemnością konsumujemy. Obiekt ten zmienił swoje oblicze i stał się teraz miejscem, gdzie turysta może spędzić z przyjemnością w cywilizowanych warunkach miłe chwile i wspominać trudności swojej wyprawy.
M. Giełdanowski M. Ryczkiewicz
C/D/N

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.