Nad Sołą i Koszarawą - nr 5 (108) - rok  VI - 1 Marzec  2003

  |poprzedni  artykuł|   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Nie wszystko przemija - wspomnienie o Augustynie Szwajcy.

Niewielu jest twórców, którzy po śmierci mają więcej wystaw stałych, niż za życia wystaw czasowych. Zdolny artysta ludowy, pracowity i uczciwy, tak można scharakteryzować Augustyna Szwajcę, który tak wiele swych dzieł pozostawił potomnym.
Urodził się w Gilowicach w 1914 r. w rodzinie utrzymującej się z rolnictwa. Wśród 12 rodzeństwa wyróżniał się zamiłowaniem do muzykowania i "strugania kozikiem", a marzył by być malarzem. Jednak ojciec nie pozwalał zajmować się "głupotami", bo trzeba pomagać w gospodarstwie. Cztery klasy szkoły powszechnej i praca na roli nie dawały satysfakcji. W 1946 r. wyjechał na Ziemie Odzyskane w poszukiwaniu lepszego życia. Tam poślubił Helenę Drewniak rodem z Tresnej.
Do Tresnej wrócili wraz z dwoma córkami w 1955 r. Pracował zawodowo w Fabryce Sprzętu Szpitalnego w Żywcu, ale by utrzymać rodzinę zajmował się malowaniem mieszkań.
Malowanie obrazów zaczynał już w latach pięćdziesiątych. Malował krajobrazy, portrety i akty. Za modelki służyły mu, jak sam mawiał: "zgrabne dziewczyny spotykane nad Sołą, które rozbieram oczami wyobraźni i maluję". Wyróżniał się ubiorem z dużą kratą i wyjątkowym poczuciem humoru. Umiał naśladować śpiewy ptaków, gawędzić, układać opowiadania o "cudach i cudeńkach". Z dużym powodzeniem wygrywał ludowe melodie na gęślach, fujarkach i trombitach. Marzył o założeniu własnego zespołu muzycznego, by dać ludziom trochę rozrywki. Gdy brał udział w obrzędach kolędniczych to tworzył własną formę obrzędu, z własnym tekstem kolędowania. Umiał wydobywać dźwięki z wielu przedmiotów, jak piła, a nawet skrzypiące koło taczek, na których wygrywał proste melodie.
Rzeźbą zajął się, jak sam twierdził, zbyt późno, bo dopiero w latach 70-tych, ale ta dziedzina sztuki dawała mu najwięcej satysfakcji. Nie metal i tworzywo sztuczne, lecz drewno było jego ulubionym materiałem. Nawet guziki swego ubioru wykonał z drewna. Rzeźbił postacie, ludzi i zwierzęta, małych i dużych rozmiarów. Często wykonywał na zamówienie kapliczki przydrożne o wysokości ponad 2 m.
Jego prace zdobią mieszkania rodziny i znajomych. Sporo z nich sprzedano do USA, Australii i wielu państw Europy. Niektóre rzeźby zakupiono do muzeum w Krakowie i Toruniu. Jednak największe jego prace pozostały we własnej parafii w kościele w Międzybrodziu Żywieckim. Są to: stacje Drogi Krzyżowej, Św. Barbara i Św. Florian oraz Chrystus na krzyżu, umieszczony nad wejściem do kościoła.
Drugim obiektem, gdzie można zobaczyć rzeźby A. Szwajcy, to dzwonnica w Tresnej w przysiółku Kręplowie, widoczna z drogi z Żywca do Czernichowa po zachodniej stronie korony zapory na wzniesieniu. Dzwonienie na Anioł Pański było kolejnym ulubionym zajęciem Augustyna, a mieszkał tuż obok niej. Gdy dzwonnica wymagała remontu, mimo swych 70 lat, podjął się tej czynności i wykonał ją rzetelnie. Wnętrze wyposażył swymi pracami artystycznymi, co sprawiło wyjątkowo nabożny nastrój.
Jego twórczość wielokrotnie nagradzano bądź to na konkursach gry na instrumentach ludowych, czy też popisach gawędziarskich, jak również za wykonane rzeźby. Został wyróżniony w Przeglądzie Działalności Twórców Ludowych w 1982 r. w Jeleśni, Za Całokształt Twórczości Artystycznej w 1985 r. w Gilowicach, Za Zorganizowanie Wystawy Twórców Ludowych w 1986 r. w Międzybrodziu Bialskim i na wielu innych wystawach i konkursach.
Zmarł w 1990 r. i spoczywa na cmentarzu w Międzybrodziu Żywieckim.
Na podstawie relacji córki Marii i zięcia Kazimierza Pantoła opracował Józef Pszczółka

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.