Nad Sołą i Koszarawą - nr 4 (107) - rok  VI - 15 Luty  2003

|poprzedni artykuł |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Prosto z mostu.

Polacy są naprawdę narodem malkontenckim. Zawsze muszą na coś narzekać. Najczęściej zresztą na władzę. Ale nie tylko. Jak mówi stare powiedzenie "łaska pańska na pstrym koniu jedzie". Do czego zmierzam. Otóż jeszcze rok temu większość, ba, wszyscy kibice nosiliby na rękach pana Adasia Małysza. Nagle obniżka formy, nieznaczna zresztą i już zaczynamy utyskiwać, czyli popularnie mówiąc szukamy dziury w całym. A przecież jest to naprawdę rzadki przypadek aby zawodnik w tak specyficznej dyscyplinie utrzymywał formę przez trzy sezony z rzędu. Dlatego też starajmy się być wyrozumiali tym bardziej, że nie ma o co kopii kruszyć gdyż w dniu, w którym piszę ten felieton Pan Adam ma tylko 1 (słownie jeden) punkt straty do prowadzącego Ahonena. A przecież jesteśmy poza półmetkiem tegoż serialu, któremu na imię Puchar Świata w skokach narciarskich. Ale nie o tym chciałem pisać. Jakoś dziennikarze sportowi dziwnie unikają drażliwego tematu który brzmi, a co po Adamie? Przez trzy lata szumnie ogłaszaliśmy, że wreszcie mamy prawdziwą szkołę skoczków narciarskich, w której prym wodzi oczywiście trener główny Apoloniusz Tajner z Piotrem Fijasem do spółki i specjaliści od biologii, psychologii itp. Według mnie brakło tam jeszcze bioenergoterapeuty. I jaki efekt. Oczywiście Małysz, Małysz i długo, długo nic. Przykro jest patrzeć jak pan trener ciągnie za sobą to "stadko" ze swoim synem na czele, ale jeszcze bardziej przykro jak patrzymy w szklany ekran i widzimy w pierwszej serii pierwszą szóstkę oczywiście prawie zawsze z nazwiskiem Małysza, potem możemy się chwilowo zdrzemnąć i czekać na ostatnią szóstkę najeżoną nazwiskami polskich zawodników. Dlatego zadaję pytanie. Czy konieczne jest włóczenie za pieniądze Związku a po trochę i nas wszystkich, tych biedaków, których mi jest naprawdę żal bo Oni już na pewno nic nie zdziałają? Czy nie lepiej wydać te złotówki na szkółki narciarskie dla utalentowanej młodzieży, na rozbudowę obiektów z prawdziwego zdarzenia, które w konsekwencji przyniosą nam zyski tak finansowe jak i sportowe. Jeden Małysz to naprawdę za mało. Włosi mają jednego Roberto Cecona i pomimo tego, że mają większe góry niż Polska (Alpy Włoskie) wcale nie wstydzą się tego. Ale nie zauważyłem by ów zawodnik był kiedykolwiek w ogonie konkursu. A więc panowie z PZN obudźcie się i to jak najszybciej, bo niedługo obudzicie się już nie tylko z ręką ale i głową w nocniku. A tego Wam wcale nie życzę.
* * *
Teraz z innej beczki. W ostatnim felietonie narzekałem, że w naszej lokalnej polityce wieje nudą, nikt się z nikim nie kłóci, nikt się z nikim nie sądzi a więc co się porobiło. Okazuje się, że moje jaskółki trochę zaspały. Bo oto czytam w jednej z lokalnych gazet, że Zarząd Powiatu dopuścił się "świętokradztwa" przyjmując do pracy przegranego wójta jednej z żywieckich gmin powierzając mu kierownicze stanowisko w Starostwie Powiatowym, mówi się że i drugi przegrany też niedługo zasili kadrę starostwa na stanowisku kierowniczym. Wiadomo, że kolegom pomóc trzeba tym bardziej, że reprezentują tą samą opcję co steruje powiatem. Nie mam nic przeciwko temu. Każdy gdzieś chce pracować. Ale żeby nagrodą za przegraną w wyborach lokalnych był awans w starostwie, to coś mi tu nie bardzo kuma. A jeszcze jak pisze tenże lokalny dziennik ów kierownik jest w trakcie postępowania prokuratorskiego, które toczy się już od jakiegoś czasu i to nie w sprawie a przeciwko. Dlatego panowie, więcej skromności. Jak się już czepiam lokalnej prasy to muszę przyznać, że zaskoczył mnie felieton Krzysztofa Oremusa w "Kronice" o balowaniu żywieckich rajców powiatowych w Zakopanem. Czytam felietony tegoż autora, widzę w nich dobre i ostre pióro, ale z tym o balowaniu nie bardzo mogę się zgodzić. Cóż mam prawo. To prawda, że nieładnie postąpiono z kołem emerytów i rencistów Żywcu nie uwzględniając ich prośby o anulowanie czynszu. Sądzę, że jeszcze wszystko jest do naprawienia a słyszałem, że na pewno tak będzie. Na marginesie tej sprawy chciałem dodać, że wstydziłem się za władzę, nie wiem czy miejską czy powiatową gdy byłem zaproszony na spotkanie do nich. To przecież są ludzie sterani życiem, bardzo zasłużeni dla miasta i regionu, często schorowani, dla których spotkanie się przy kawie czy herbacie jest dużym wydarzeniem w monotonii codziennego życia. I na miłość boską stwórzcie im godziwe warunki do pozarodzinnego życia i społecznego działania. I to jest ten fragment, z którym z panem Krzysztofem całkowicie się zgadzam. Ale łączenie tej niefortunnej decyzji ze szkoleniem radnych w Zakopanem jest dla mnie co najmniej dziwne. Jest to przysłowiowe wejście "z butami do łóżka". Jeśli było planowane szkolenie radnych i została na to zabezpieczona kwota w budżecie to jest wszystko jasne. A jeśli radni z własnych diet dopłacili różnicę, która wynikła z uwagi na atrakcyjność miejsca szkolenia to co, nie wolno im? Jeśli by dopłacili jeszcze więcej to szkolenie mogłoby się odbyć nawet na Wyspach Kanaryjskich. A czy śpiewali na wieczorku takie czy inne melodie to już ich mości prywatna sprawa. Brakło mi w tym felietonie jeszcze jednego, kto z kim spał i dlaczego? Z prasy lokalnej przejdźmy na telewizję. Otóż TVN zafundowała nam w niedzielę wieczór (2 II br.) emocjonujący program na żywo "Pod napięciem". Miejscem akcji był dworzec kolejowy w Żywcu a tematem smutne wydarzenie które miało swój finał właśnie w Żywcu. Sprawa przykra, jak zresztą każda, gdzie ginie istota ludzka. Tylko współczuć najbliższym ofiary. Ale zastanowiło mnie jedno. Zrobiono z tego spektakl, którego treść obróciła się w nienawiść do policjantów. Zaskoczyła mnie postawa rzecznika ofiar, który z rzecznika przemienił się w prokuratora żądając głów, najpierw komendanta rejonowego potem policjantów patrolujących ten teren w czasie tego wypadku. Słuchałem tego z przerażeniem jak w świetle jupiterów telewizyjnych sądzi się ludzi i feruje wyroki bez uzasadnienia. Śledztwo w toku, nikt nie docieka przyczyn stanu zdrowotnego denata, nikt nie szuka sprawców tej zbrodni, a tu nagle publicznie sądzi się policjantów. Odniosłem wrażenie, że tu chodzi już chyba o co innego. Może nie o zemstę nad niewidzialnymi mordercami a o zadośćuczynienie materialne. Nie wiem ale tak głośno myślę. Życia temu człowiekowi już nie przywrócimy, ale również nie próbujmy bez sądu ferować wyroków. Trochę wstydziłem się za tego pana rzecznika, bo zupełnie inaczej wyobrażałem sobie jego role w tej czy innej sprawie. A to chyba nie tak. Dlatego apeluję "ciszej nad tą trumną. Pomyśli ktoś, że w dwóch ostatnich tematach chciałem się podlizać władzy. Nieprawda. Tam gdzie trzeba bronić godności ludzi, będę wyjaśniać poczynania władzy, nasza gazeta zawsze będzie stawała po ich stronie. A tam gdzie trzeba "dokopać", jestem jednym z pierwszych, jak sami wiecie.
P.S. Zabrakło mi miejsca na potyczkę z lewicą, tą krajową jak i tą wojewódzką, myślę oczywiście o "wierchuszce". Ale o tym za jakiś czas.

Kazimierz SEMIK


do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.