Prosto z mostu.
Zaczynając pisać ten felieton zastanawiałem się czy należy płakać czy śmiać się. Doszedłem do wniosku, że trzeba i śmiać się i płakać. No bo jak można nie śmiać się gdy Polską zatrzęsło jak ryknął Lew, i jak fachowcy obliczyli jeden ryk Lwa na Adama kosztuje "tyko" 17,5 mln. dolarów. Bagatela. I aby było śmieszniej za ten ryk płaci się nadal, (komisja śledcza, prokurator itp. itd.). A więc trzeba zadać sobie pytanie. Tym razem już na poważnie. Czy doszliśmy już do szczytu korupcji, czy też to są tylko żarty na użytek mediów dla całego pospólstwa, któremu na pewno nie śmiesznie się żyje. Spekulacje na temat tego czy ktoś miał kogoś zawiadomić o chęci bądź też niechęci popełnienia przestępstwa są co najmniej dziwne. Gdyby polemika na temat tych "drobnych pieniędzy" toczyła się na łamach prasy bulwarowej (czytaj, brukowej) to jeszcze mógłbym to rozumieć. Ale jeśli te informacje idą na pierwszych stronach gazet ogólnopolskich to chyba jest coś nie tak. Przeciętny ciułacz, który swoje drobniaki oszczędza w jednym z banków w Polsce (niestety już w większości nie polskich) na dźwięk hasła 17,5 mln. dolarów dostaje spazmów. A tu okazuje się, że wspomniana kwota to tylko zaliczka. W kraju, gdzie z dnia na dzień sytuacja poprawia się (oczywiście tylko w środkach masowego przekazu) mówienie o tej wielkości kwotach jest chyba trochę nie na miejscu. Chyba, że chodzi o starą rzymską zasadę, jeśli naród nie ma chleba to trzeba dać mu igrzysk. Myślę, że temat ryczącego Lwa jeszcze potrwa. A zainteresowani rozmowami między Leszkiem, Adamem i Lwem będą czerpali z tego korzyści. A swoją drogą, zobaczymy czy to nie jest kolejny haczyk na naszego premiera, na którego "suchej nitki" nie zostawię w drugiej części felietonu.
Jak się śmiać to się śmiać. Ale tu już naprawdę nie ma się z czego. Słucham i czytam, ba oglądam w telewizji oświadczenie naszego Pana Prezydenta, który publicznie mówi, że nie miał nigdy nic wspólnego z Panią Edytą. I to mi się właśnie nie podoba. Bo kto jak kto, ale Pan Prezydent, który zawsze twierdzi, że jest Prezydentem wszystkich Polaków (Polek chyba też), nagle wypiera się publicznie obcowania (podkreślam obcowania) z kobietą Polką, która na oczach telewidzów całego świata śpiewała hymn Polski w obecności Pana Prezydenta w Seulu.Inna kwestia to to czy śpiewała ładnie, ale od tego to nie my jesteśmy. I teraz też zastanawiam się czy siąść i płakać czy się śmiać. Chyba jednak to drugie.
* * *
Zostawiłem sobie drugą cześć moich wypocin na to by komuś tradycyjnie "dokopać". Pierwszym adresatem miały być władze regionalne. Ale okazuje się, że gdzieś mi się pochowały. Debaty, dysputy, czajenie się w różnych konfiguracjach politycznych jeszcze trwają. No bo co, nowa władza, nowe twarze a za przeproszeniem stare problemy. Dziury w chodnikach były, są i będą, (na szczęście nie wszędzie są chodniki) dziury w jezdniach, były, są i będą (lekarstwem na nie miały być "winietki") ale podobno je szlag trafił, dziur w jezdniach nie. I dlatego trzeba dać oddech władzy-regionalnej. Centralnej niestety, nie. Zaczynam mieć pretensję, a nie jestem w tym odosobniony do kierownictwa polskiej lewicy, że nie idzie drogą, która była wytyczona w programie wyborczym. Można składać winę na poprzedników, że sknocili to czy owo, sam zresztą pisałem o różnych wpadkach i przekrętach. Ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że można tak spieprzyć kiepską ustawę. Pan Premier albo sam dobierał ekipę do rządzenia, albo mu doradzali ludzie, z którymi się publicznie całował, albo sam nie wierzył w to co mówi do ludzi w czasie kampanii wyborczej. Efekt jest taki jaki jest. Jeśli prawdą jest to, co piszą gazety, że Pan minister Łapiński jest lekarzem rodzinnym Pana Premiera to Boże chroń rodzinę Pana Premiera, a szczególnie Jego wnuczkę przed diagnozą tegoż lekarza. Może to zabrzmi trochę sarkastycznie, ale szala prawdy o rządach lewicy, szczególnie w parlamencie i sejmikach regionalnych zaczyna być przejrzysta. Ale o tym za dwa tygodnie
Kazimierz SEMIK