Nad Sołą i Koszarawą - nr 2 (105) - rok  VI - 15 styczeń 2003

 poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Prosto z mostu

   Rok 2002 mamy za sobą. Dokonano wielu podsumowań i analiz. Produkowali się statystycy i analitycy. Każda ze stron - myślę o opozycji i koalicji ma swoje i tylko swoje wyniki. Ale to ponoć normalne. Jednak barometrem w tej sytuacji jest społeczeństwo. W naszym regionie nikt jeszcze nie próbuje dokonać głębszej analizy sukcesów czy porażek. Swego czasu, chyba w listopadowym numerze próbowałem to robić, ale z powodu stabilizacji w lokalnych władzach nie chciałem moim językiem napsuć im krwi. Tak więc, u nas na przełomie roku nudno. Poza drobnymi epizodami, jak na przykład próba odwołania jednego z dyrektorów szkoły średniej w powiecie za jakieś tam machlojki przy egzaminach maturalnych, nic się wielkiego nie dzieje. Drobna wymiana kadr w poszczególnych urzędach, czyli zagospodarowanie swoich, ratowanie przegranych wójtów czy też straszenie, że jeśli się nie podporządkujecie to Ja wam pokaże. Ot drobne przepychanki, które nawet nie pachną skandalikiem a co dopiero skandalem. Co innego w kraju. Jakoś tak się składa, że pod koniec roku tzw. wierchuszka zafundowała nam dużej klasy skandal. Na pewno większy niż zrobiła to parę lat temu nieznana wcześniej papuga zwana w normalnym języku adwokaciną a przekształcona w Ministra Spraw Wewnętrznych imć pan Milczanowski. Ośmielił się bowiem, na podstawie wyssanych z palca informacji oskarżyć Premiera Józefa Oleksego o najcięższą zbrodnię jaką jest zdrada stanu. To już jest historia. Szkoda tylko, że wspomniany wyżej pan M. do dnia dzisiejszego nie poniósł konsekwencji. A jeszcze większa szkoda, że nie dotknięto jego mocodawców. Aby było śmieszniej historia końca roku zaczyna się powtarzać. Mamy bowiem, do czynienia z nie byle sprawą ale prawie, że aferą korupcyjną w kręgu osób zbliżonych do najwyższych władz. Sama cyfra proponowanej łapówki szokuje. 17,5 mln. dolarów to prawie 70 mln. złotych czyli 700 miliardów starych złotych. I co się dzieje? Nic. Niejaki Lew Rywin ( bardzo polskie imię i nazwisko, nieprawdaż? ) bywalec salonów warszawskich od prezydenckich począwszy w majestacie swojego premiera podważa autorytet Sejmu oferując wpływ na zmianę treści ustawy o mediach publicznych. To do jasnej cholery gdzie my w końcu żyjemy? Jestem chyba jeden z niewielu, którzy wierzą że sprawa znajdzie swój epilog w sądzie i sprawiedliwości stanie się zadość. Boję się jednak, że znów będę naiwny. Pożyjemy, zobaczymy.

* * *

   Temat, który dręczy wielu Polaków od dłuższego już czasu to nasze być albo nie być w Unii. Wszyscy o tym piszą prześcigając się w przekonywaniu nas o ewentualnych korzyściach bądź stratach. Ja tam jedno wiem. Jeszcze nikt za darmo Polakom nigdy nic nie dał. Jedno jest pewne nie przystąpić do Unii to skazać się na niebyt polityczny i gospodarczy, to wreszcie zostać skansenem Europy i założyć Unię z Białorusią, Ukrainą pod skrzydłami Rosji. Ale to już przerabialiśmy. Dlatego też dziwi mnie stanowisko Ligi Polskich Rodzin oraz Prawa i Sprawiedliwości, które negują nasz ewentualny udział w tym europejskim gremium. Mają prawo. Tylko chodzi o formę. Nie zwracam uwagi na PiS bo "kaczory" są jak kameleony. Ale martwi mnie postawa Ligi Rodzin Polskich, ugrupowania, którego twórcą jest o. Rydzyk zwany dalej "Muchomorkiem". Postanowiłem przyjrzeć się bliżej temu ugrupowaniu, bo trudno nazwać go partią. Działa jak wspomniałem pod "duchowym przywództwem Muchomorka". Jak by tego było mało wspomniany już ojciec redemptorysta nie boi się nikogo i niczego. Pozwoliłem się przysłuchać audycjom w Radiu Maryja. Nigdy nie kwestionowałem i nie mam zamiaru kwestionować katolickich treści tegoż radia. Ale na miłość boską, to, co dzieje się na antenie tego radia w godzinach nocnych w ramach tzw. "rozmów niedokończonych" to faktycznie woła o pomstę do nieba. Ojciec prowadzący, co parę minut wita słuchacza, który mówi, "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze dziewica", by za chwilę usłyszeć słowotok obraźliwych słów pod adresem Żydów, masonów, postkomunistów, a właściwie wszystkiego co się rusza po lewej stronie sceny politycznej. Gdzie tu miłosierdzie. Aby słowo nie było ulotne "Muchomorek" opanował "Nasz Dziennik", w którym to już całkowicie robi "wodę z mózgu" swoim na szczęście nielicznym czytelnikom. Dziwne, że gazeta o orientacji czysto katolickiej w przeważającej części zajmuje się polityką a nie próbą wpływania na zbawienie duszy człowieka. Autorzy tekstów za nic mają słowa Ojca Świętego, poprawiając nawet jego słowa życzeń na Nowy Rok. By nie być gołosłownym pozwolę sobie przytoczyć fragment tekstu z "Naszego Dziennika" z 13.12.2002 r. "Wesołych Świąt" - powiedział Jan Paweł II do rodaków na ostatniej przed Bożym Narodzeniem audiencji generalnej. A ja pomyślałam o tych spośród naszych rodaków, którym weselić się nie wypada " szczególnie w tych trudnych dla Polski czasach - Polski zdradzonej, okradzionej, osamotnionej, niedostatniej i nieszczęśliwej". Którym weselić się zabroniono, bo ta Polska jest właśnie "pchana rękami niegodziwych do nowej niedoli, do nowego imperium zła" Tyle cytatu z "Nowego Dziennika". Tak niewiele. A ileż w tym jadu i nienawiści, wprost chamstwa. Dlatego dobrze ktoś napisał, że jak się ma do wyboru dwóch ojców lepiej słuchać Świętego. I nie ma się wreszcie co dziwić, że jak w telewizorze puszczają tzw. "gadające głowy" a wśród nich jest "sierotka" z Ligi, Pan poseł Maciej Giertych, to czegóż można się po nim spodziewać, negacji, negacji i jeszcze raz negacji, wszystkiego co się z lewej strony rusza. Cóż dobra szkoła ojca "Muchomorka". Poza tym, byleśmy tylko zdrowi byli bo do Unii chorych nie przyjmują.

Kazimierz SEMIK

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.