Prosto z mostu
Rok 2002 mamy za sobą. Dokonano wielu podsumowań i
analiz. Produkowali się statystycy i analitycy. Każda ze stron - myślę
o opozycji i koalicji ma swoje i tylko swoje wyniki. Ale to ponoć
normalne. Jednak barometrem w tej sytuacji jest społeczeństwo. W
naszym regionie nikt jeszcze nie próbuje dokonać głębszej analizy
sukcesów czy porażek. Swego czasu, chyba w listopadowym numerze próbowałem
to robić, ale z powodu stabilizacji w lokalnych władzach nie chciałem
moim językiem napsuć im krwi. Tak więc, u nas na przełomie roku
nudno. Poza drobnymi epizodami, jak na przykład próba odwołania
jednego z dyrektorów szkoły średniej w powiecie za jakieś tam
machlojki przy egzaminach maturalnych, nic się wielkiego nie dzieje.
Drobna wymiana kadr w poszczególnych urzędach, czyli
zagospodarowanie swoich, ratowanie przegranych wójtów czy też
straszenie, że jeśli się nie podporządkujecie to Ja wam pokaże.
Ot drobne przepychanki, które nawet nie pachną skandalikiem a co
dopiero skandalem. Co innego w kraju. Jakoś tak się składa, że pod
koniec roku tzw. wierchuszka zafundowała nam dużej klasy skandal. Na
pewno większy niż zrobiła to parę lat temu nieznana wcześniej
papuga zwana w normalnym języku adwokaciną a przekształcona w
Ministra Spraw Wewnętrznych imć pan Milczanowski. Ośmielił się
bowiem, na podstawie wyssanych z palca informacji oskarżyć Premiera
Józefa Oleksego o najcięższą zbrodnię jaką jest zdrada stanu. To
już jest historia. Szkoda tylko, że wspomniany wyżej pan M. do dnia
dzisiejszego nie poniósł konsekwencji. A jeszcze większa szkoda, że
nie dotknięto jego mocodawców. Aby było śmieszniej historia końca
roku zaczyna się powtarzać. Mamy bowiem, do czynienia z nie byle
sprawą ale prawie, że aferą korupcyjną w kręgu osób zbliżonych
do najwyższych władz. Sama cyfra proponowanej łapówki szokuje.
17,5 mln. dolarów to prawie 70 mln. złotych czyli 700 miliardów
starych złotych. I co się dzieje? Nic. Niejaki Lew Rywin ( bardzo
polskie imię i nazwisko, nieprawdaż? ) bywalec salonów warszawskich
od prezydenckich począwszy w majestacie swojego premiera podważa
autorytet Sejmu oferując wpływ na zmianę treści ustawy o mediach
publicznych. To do jasnej cholery gdzie my w końcu żyjemy? Jestem
chyba jeden z niewielu, którzy wierzą że sprawa znajdzie swój
epilog w sądzie i sprawiedliwości stanie się zadość. Boję się
jednak, że znów będę naiwny. Pożyjemy, zobaczymy.
* * *
Temat, który dręczy wielu Polaków od dłuższego już
czasu to nasze być albo nie być w Unii. Wszyscy o tym piszą prześcigając
się w przekonywaniu nas o ewentualnych korzyściach bądź stratach.
Ja tam jedno wiem. Jeszcze nikt za darmo Polakom nigdy nic nie dał.
Jedno jest pewne nie przystąpić do Unii to skazać się na niebyt
polityczny i gospodarczy, to wreszcie zostać skansenem Europy i założyć
Unię z Białorusią, Ukrainą pod skrzydłami Rosji. Ale to już
przerabialiśmy. Dlatego też dziwi mnie stanowisko Ligi Polskich
Rodzin oraz Prawa i Sprawiedliwości, które negują nasz ewentualny
udział w tym europejskim gremium. Mają prawo. Tylko chodzi o formę.
Nie zwracam uwagi na PiS bo "kaczory" są jak kameleony. Ale
martwi mnie postawa Ligi Rodzin Polskich, ugrupowania, którego twórcą
jest o. Rydzyk zwany dalej "Muchomorkiem". Postanowiłem
przyjrzeć się bliżej temu ugrupowaniu, bo trudno nazwać go partią.
Działa jak wspomniałem pod "duchowym przywództwem Muchomorka".
Jak by tego było mało wspomniany już ojciec redemptorysta nie boi
się nikogo i niczego. Pozwoliłem się przysłuchać audycjom w Radiu
Maryja. Nigdy nie kwestionowałem i nie mam zamiaru kwestionować
katolickich treści tegoż radia. Ale na miłość boską, to, co
dzieje się na antenie tego radia w godzinach nocnych w ramach tzw.
"rozmów niedokończonych" to faktycznie woła o pomstę do
nieba. Ojciec prowadzący, co parę minut wita słuchacza, który mówi,
"Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze
dziewica", by za chwilę usłyszeć słowotok obraźliwych słów
pod adresem Żydów, masonów, postkomunistów, a właściwie
wszystkiego co się rusza po lewej stronie sceny politycznej. Gdzie tu
miłosierdzie. Aby słowo nie było ulotne "Muchomorek"
opanował "Nasz Dziennik", w którym to już całkowicie
robi "wodę z mózgu" swoim na szczęście nielicznym
czytelnikom. Dziwne, że gazeta o orientacji czysto katolickiej w
przeważającej części zajmuje się polityką a nie próbą wpływania
na zbawienie duszy człowieka. Autorzy tekstów za nic mają słowa
Ojca Świętego, poprawiając nawet jego słowa życzeń na Nowy Rok.
By nie być gołosłownym pozwolę sobie przytoczyć fragment tekstu z
"Naszego Dziennika" z 13.12.2002 r. "Wesołych Świąt"
- powiedział Jan Paweł II do rodaków na ostatniej przed Bożym
Narodzeniem audiencji generalnej. A ja pomyślałam o tych spośród
naszych rodaków, którym weselić się nie wypada " szczególnie
w tych trudnych dla Polski czasach - Polski zdradzonej, okradzionej,
osamotnionej, niedostatniej i nieszczęśliwej". Którym weselić
się zabroniono, bo ta Polska jest właśnie "pchana rękami
niegodziwych do nowej niedoli, do nowego imperium zła" Tyle
cytatu z "Nowego Dziennika". Tak niewiele. A ileż w tym
jadu i nienawiści, wprost chamstwa. Dlatego dobrze ktoś napisał, że
jak się ma do wyboru dwóch ojców lepiej słuchać Świętego. I nie
ma się wreszcie co dziwić, że jak w telewizorze puszczają tzw.
"gadające głowy" a wśród nich jest "sierotka"
z Ligi, Pan poseł Maciej Giertych, to czegóż można się po nim
spodziewać, negacji, negacji i jeszcze raz negacji, wszystkiego co się
z lewej strony rusza. Cóż dobra szkoła ojca "Muchomorka".
Poza tym, byleśmy tylko zdrowi byli bo do Unii chorych nie przyjmują.
Kazimierz SEMIK