Kalejdoskop /nie tylko/ wspomnień - Z czym do
Europy
Rolnictwo na progu Unii
Polska, za niespełna półtora roku stanie się pełnoprawnym członkiem
Unii Europejskiej. Dla rolnika oznacza to, że wszystko, co zasieje,
po zbiorach przyszłego roku, czy co wstawi do obory będzie mógł
sprzedać, na warunkach, jakie zostaną przyznane polskiemu rolnictwu
w Unii.
Pisząc o naszym rolnictwie w Unii, chciałbym na wstępie przypomnieć,
pewne, oczywiste prawdy. Sytuacja materialna ludności wiejskiej, na
całym świecie, w kategoriach dochodu, była i jest gorsza, aniżeli
innych grup społecznych. Dochodowość rolnictwa polskiego jest
znacznie niższa od dochodowości rolnictwa w krajach wysoko rozwiniętych
i systematycznie spada. Doświadczenia ostatnich dziesięcioleci
wskazują, iż drogą wspierania cen interwencyjnych nie da się na dłuższą
metę rozwiązywać problemu dochodów ludności wiejskiej. Stąd Unia
Europejska wprowadza zmianę sposobu wspierania dochodów rolnictwa
poprzez dopłaty bezpośrednie oraz tworzenie warunków dla
modernizacji i kompleksowego rozwoju obszarów wiejskich. Narzędziem
wspierania dochodowości rolnictwa ma być Zintegrowany System Zarządzania
i Kontroli /IACS /.
O sprawach tych rozmawiam z kierownikiem nowo powołanego biura
Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Żywcu - mgr. inż.
Władysławem Suchoniem.
Pytanie: Jakie zadania stoją przed utworzonym, powiatowym oddziałem
ARiMR?
Odpowiedź: Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
wyznaczona została jako agenda rządowa do obsługi funduszy
przedakcesyjnych, a w przyszłości również do prowadzenia
dokumentacji, naliczeń, rejestracji gruntów, rejestracji zwierząt,
wszystkiego tego, co ma być podstawą działania Zintegrowanego
Systemu Zarządzania i Kontroli /IACS /. Jednym słowem, wszystko to,
czym dysponuje rolnictwo trzeba będzie zinwentaryzować, a następnie
na bieżąco aktualizować, jeżeli będziemy chcieli korzystać z dopłat
Unii.
Docelowo w naszym oddziale będzie pracować około 30 osób, w następujących
działach:
- dział identyfikacji i rejestracji zwierząt.
P: Związany z kolczykowaniem bydła?
O: Kolczykowanie, nie tylko zresztą bydła, ale później także świń,
owiec, kóz, a nawet danieli, czy innych zwierząt hodowanych w
gospodarstwie, to jest początek. Potem trzeba będzie wszystkie zaszłości
dokumentować i aktualizować.
Następny dział będzie związany z geodezją, gdyż w przyszłości
dopłaty będą również do upraw, gruntów odłogujących,
zalesionych i w związku z tym, trzeba będzie zinwentaryzować
wszystkie działki, bo aby dostać dopłaty, trzeba wskazać ściśle
określoną działkę i to nie każdą. Działka musi mieć minimum 30
arów i szerokość 20 metrów. O ile wymóg powierzchni - 30 arów będzie
konieczny, o tyle tej szerokości działki nie zamierzamy trzymać się
tak sztywno.
P: Ale wróćmy do kolczykowania bydła. Problem ten od dawna
pojawia się w prasie. Jak to wygląda u nas?
O: Faktycznie to, co teraz robimy, miało się już zacząć w 2000
r., bo tak zapisano w uchwalonej w 1997 r. ustawie weterynaryjnej, ale
rządząca wówczas ekipa zamiast zacząć wdrażać ustawę w życie
zajęła się jej poprawianiem.
P: Przecież Wy jeszcze też nie rozpoczęliście kolczykowania. Zdążycie
z jego zakończeniem przed przystąpieniem do Unii?
O: No nie! Akcję rozpoczęliśmy już w miesiącu wrześniu. Proszę
nie zawężać jej do samego założenia dwóch kolczyków na uszach
bydła. To jest, powiedziałbym najprostsza sprawa. Problemem jest
przygotowanie całej dokumentacji związanej z kolczykowaniem, która
potem będzie potrzebna w systemie Identyfikacji i Rejestracji Zwierząt
/IRZ/ i systemie IACS . Aby technicznie przystąpić do kolczykowania,
musieliśmy, najpierw zrobić rozeznanie dotyczące ilości bydła u
poszczególnych rolników, w każdym sołectwie, a wbrew pozorom jest
to żmudna i czasochłonna praca. Wytypowaliśmy również techników
weterynarii, techników inseminatorów oraz zootechników, którzy
prowadzić będą kolczykowanie. Tak, że nie widzę zagrożenia, abyśmy
przed przystąpieniem do Unii, w naszym powiecie nie mieli zdążyć z
zakończeniem akcji kolczykowania zwierząt.
Kolejnym działem, będzie dział obsługi klienta, który służył będzie
pomocą rolnikom w ubieganiu się o należne mu dopłaty do produkcji.
P: Czyli rolnicy w momencie przystąpienia do Unii mogą korzystać
z przysługujących im dopłat?
O: Rolnicy z pewnych dopłat przedakcesyjnych mogą korzystać już
dzisiaj i niektórzy korzystają, szkoda tylko, że w tak skromnym
zakresie, ale to jest osobny temat.
Z chwilą naszego przystąpienia do Unii przed rolnictwem otworzy się
cała szeroka gama możliwości dopłat bezpośrednich, w zakresie
produkcji mięsa, mleka, zboża, lnu itd.
Dla przykładu podam, że dopłaty -w produkcji zwierzęcej, będą
wynosić:
- za każdego buhaja spełniającego określone wymagania - 210 Euro/szt,
rocznie,
- za każdego wolca po osiągnięciu wieku 9 - m-cy i wieku powyżej
21 m-cy 2x 150 Euro/szt / 300 Euro/szt/,
- krowy mamki, czyli krowy przynoszącej cielaki rasy mięsnej - 200
Euro/szt, rocznie.
Rząd RP, mając na uwadze fakt, że sposób ubiegania się o te dopłaty,
jest bardzo skomplikowany, a nadto wymaga prowadzenia dokładnej
ewidencji, całej działalności gospodarczej, co na początku
rolnikom może sprawiać kłopoty, zdecydował, że dopłaty te będą
obowiązywać u nas dopiero w czwartym roku naszej przynależności do
Unii.
W pierwszych trzech latach obowiązywał będzie t.zw. uproszczony
system ZSZiK, który zakłada, że rolnicy składać będą tylko dwa
wnioski:
- jeden dotyczący użytków rolnych,
- drugi produkcji zwierzęcej.
Wprowadzenie takiego - przejściowego - systemu, pozwoli objąć dopłatami
większą liczbę gospodarstw i ułatwi rolnikom ubieganie się o nie.
Zaś wysokość dopłat kształtować się będzie mniej więcej na
porównywalnym poziomie.
P: Brzmi to optymistycznie, ale wiadomo przecież, że w pierwszych
latach rolnicy nasi otrzymywać będą najprawdopodobniej tylko 40%
tych dopłat, które już otrzymują rolnicy w Unii?
O: No cóż, na zrównanie nas w dopłatach, zaraz po przystąpieniu
do Unii, liczyć jest trudno. Chciałbym jednak zwrócić uwagę na
następujący fakt, że "silną kartą" naszego rolnictwa w
Unii, będzie to, co dotychczas uważaliśmy za jego słabość, a
mianowicie: jego rodzinny charakter i niski poziom zużycia nawozów
mineralnych oraz środków ochrony roślin. W ostatnich, bowiem
latach, cała polityka rolna na zachodzie Europy została
przeorientowana. To, co się tam stało / BSE; epidemie pryszczycy,
atakujące duże fermy / skłoniło te kraje do odchodzenia od
intensyfikacji produkcji rolnej do ekstensyfikacji i nawet się tą
ekstensyfikację premiuje. Polega to na tym, że np. rolnik, który będzie
miał 2;3;10 wolców, dostanie premię jednostkową / za jednego wolca
/ większą, niż ten, który będzie miał ich 50 czy 100 i są to duże
różnice. Ponadto, obok konkretnych dopłat do rolnictwa, na wieś płynąć
będą także t.zw. środki strukturalne, na rozbudowę
infrastruktury, na zachowanie powiedzmy krajobrazu, zalesienia,
agroturystykę. Premiowana także, wyższymi cenami, będzie produkcja
zdrowej żywności, tak roślinnej, jak i zwierzęcej, która ma u nas
większe szanse, bo stopień skażenia naszej ziemi metalami ciężkimi
i innymi związkami, jeżeli jest, to znikomy. O tym na zachodzie
wiedzą i te nasze możliwości biorą pod uwagę.
P: Faktycznie, mamy pewne atuty w ręku, ale jak na razie rolnicy
mają kłopoty z przygotowaniem odpowiednich wniosków na już istniejące
możliwości dotacji?
O: Uproszczony system ZSZiK znacznie to ułatwi, ale rolnicy muszą
mieć świadomość, że docelowo ich gospodarstwo traktowane będzie
tak jak każde przedsiębiorstwo rolne.
Musi, więc mieć założoną i prowadzoną pełną dokumentację. Te
kolczyki, które zakładamy zwierzętom, to jest nic innego, jak
powiedzmy jego numer rejestracyjny. Tak jak w samochodzie, jest numer
rejestracyjny, numer silnika i numer karoserii. Żeby on się mógł
poruszać, wyjechać za granicę, być w obrocie, musi mieć te dane.
Bez