"Opowieść Wigilijna" - opowiadanie
Minął już rok od śmierci ojca, zbliża się wigilia i
mama ściągnęła nas wszystkich do siebie. Choć moje losy związałem
z morzem i mieszkam z rodziną na Wybrzeżu, nie mogłem mamie odmówić
przyjazdu. Jestem więc w domu rodzinnym, w którym się wychowałem i
z którym wiążą się moje wspomnienia z dzieciństwa. Mama bardzo
się cieszy, że jesteśmy znowu przez kilka dni razem, jak za dawnych
czasów. Nie widać po niej smutku po stracie ojca. Jest energiczna,
pracowita, bawi wnuki, ale wiem na pewno, że nosi w sercu smutek, choć
stara się go ukrywać.
Mówi, że nie lubi wspomnień. Gabinet ojca w naszym
starym domu znajduje się na piętrze. Nikt tam nie chodzi. Kiedyś była
tam jedna z lepszych kancelarii adwokackich w mieście. Tętniła życiem.
Klienci, telefony, przyjaciele ojca, późne dysputy i rozważania, i
ten dymek z fajki. Mojej siostrze nie ułożyło się w życiu, wraca
ze swym synkiem tu do mamy a mama adaptuje dla niej kancelarię ojca.
Mówi, że stare księgi wyrzuci, cenniejsze sprzeda, meble też
zmieni. Czegoś mi jednak w tych jej decyzjach żal. Nie mam prawa się
wtrącać, ale chętnie bym tę kancelarię ojca zachował. Niech
wszystko jest jak dawniej. Siedzę tu teraz sam i przywołuję chwile
wspomnień z dzieciństwa, kiedy ojciec brał mnie kolana, uczył
czytać i pisać. Wspominam jego opowieści o zaginionej Atlantydzie.
Pamiętam, że jako kilkuletni chłopiec, podsłuchiwałem pod
drzwiami. Przyłapany przez ojca, zostałem posadzony na ogromnym
fotelu. Miałem uważnie słuchać, co mówią wszyscy a potem
opowiedzieć. Byłem wówczas poważny i przestraszony. Innym razem
dostałem się do biurka ojca i urządziłem sobie wielkie rysowanie
jego licznymi piórami i ołówkami. Kiedy ojciec wszedł, był bardzo
zły i rzekł: -" Masz szczęście, żeś nie tknął mego
ulubionego pióra." Ojciec na pewno miał żal, że nie poszedłem
w jego ślady i nie zostałem prawnikiem. Do niczego mnie jednak nie
namawiał i uszanował moją decyzję. Patrzę na stare marmurowe kałamarze,
na wiekową dostojną maszynę do pisania, poczciwą "Underwood",
na ojca fajki, nie widzę ojca pióra, ciekawe co się z nim stało?.
Do pokoju po cichu weszła mama, w półmroku stanęła przy wielkim
biurku, poczułem jej dłoń na ramieniu. Wyciągnęła coś z
szuflady. Było to ojca pióro, piękny czarny, złocony "Waterman".
Poznałem je i ten wysłużony futerał. Pióro było jak nowe,
zachwycało dawnym kunsztem. Mama odezwała się cicho - "Ojciec
chciał, żebyś to pióro przyjął na pamiątkę". Trzymając
je czułem się wzniośle. Z tym piórem wiązało się coś dziwnego.
Nawet mama bała się go dotykać. Był to talizman ojca. Podobno
dostał je przed wojną od swego dziadka. Mama mówi, że to pióro
zmieniło koleje życia wielu ludzi. Staliśmy zamyśleni. Teraz cała
jego legenda i moc była w moich rękach. Podziękowałem mamie i ucałowałem
jej rękę.. Ona odwróciła twarz, w jej oczach zabłysnęły łzy,
lecz szybko się ogarnęła i znanym nam głosem powiedziała -
"Czas na kolację."
E.P.