Kalejdoskop /nie tylko/ wspomnień - Myślącym pod
rozwagę
Słuchając radia, czytając gazety, czy oglądając
programy telewizyjne, zastanawiam się dokąd zmierza "czwarta władza".
Środki masowego przekazu, nie wiem, czy tylko w pogoni
za sensacjami, czy też, z uwagi na panującą modę, czy wreszcie z
czyjegoś polecenia prześcigują się w tym, aby nasz wcale znów nie
taki różowy świat, malować w jak najczarniejszych kolorach.
Aby, pokazywać i rozdmuchiwać, głównie, - uzasadnione
- obawy ludzi o pracę, o byt, czy ich zdenerwowanie wynikające z
niskiego wynagrodzenia, bądź nie opłacanej przez kilka miesięcy
pracy. Dokumentować utarczki z władzą, manifestacje - nie zawsze
takie pokojowe, strajki, głodówki. Krzyczeć głośnymi tytułami o
ujęciu groźnych bandytów, czy przestępców. Dyrektorów wielkich
firm, którzy uczynili z nich własne podwórko, wcale intratnych
dochodów, a teraz sadzani są za kratki itd., itp.
Ja wiem, że bywają w tym kraju podejmowane, nie do końca
przemyślane decyzje, że jest wiele krzywd i nieprawości, że
ludzie, którzy popełnili nadużycia zamiast być pozbawieni
zagrabionego majątku i siedzieć skazani prawomocnymi wyrokami, chodzą
na wolności, albo co najwyżej siedzą, ale procesy się toczą
latami.
I o tym wszystkim pisać trzeba, tylko czy - na miłość boską tylko
o tym?
Czy i tak już zmęczony i popadający coraz bardziej w apatię naród
"dobijać" do końca, albo doprowadzać do ostateczności,
mobilizować go do wyjścia na ulicę, a potem mu w tym wszystkim
towarzyszyć, bo to przecież "takie widokowe".
Czy środki masowego przekazu, nie powinny także, od
czasu do czasu pokazać, że w tym kraju dzieje się także coś
dobrego. Że coś zbudowano, otwarto, załatwiono. No czasem nawet coś
się w wiadomościach na ten temat prześlizgnie, ale tak jakoś z
trudem.
Tak, jak kiedyś była moda na propagandę sukcesu, to odnosi się wrażenie,
że teraz nastała moda na propagandę czarnowidztwa.
Czy środki masowego przekazu, uważając - nie bez
powodu -, że spełniają wielką, dziejową misję, nie powinny się
także, czasami podjąć roli mediatora i zamiast pokazywać tylko te
czarne strony naszego życia, nie powinny czasem próbować powiedzieć
głośno, czy napisać, dużymi literami, że wyjście z tej, naprawdę
trudnej sytuacji, w jakiej znajduje się nasz kraj, nie zawsze
prowadzi przez strajk i uliczne zamieszki. Że, może by tak, więcej,
wspólnie rozmawiać, rozważać, jakie znaleźć wyjście, które byłoby
najkorzystniejsze, nie tylko dla tych, którzy stanowią zwartą, silną
grupę, czy dla tych, którzy najgłośniej krzyczą, ale, także dla
kraju i ludzi, którzy nieraz żyją w o wiele bardziej tragicznych
warunkach.
Kiedy oglądam w telewizji takich czy innych "działaczy",
jak idą w zaparte z rządem niby w obronie określonych grup społecznych,
to stają mi przed oczami znajome obrazki, z nie tak znów odległej
naszej historii, kiedy to przy ogromnym poparciu społecznym, podobni
"działacze" walczyli o robotnicze prawa.
No i co? Ano "działacze" mają się dobrze. Niektórzy z
nich porobili kariery, zbili, czy nadal zbijają, niebagatelne
fortuny.
A co z robotnikami?
Co ze Stocznią Gdańską?
Co z fabryką Samochodów Małolitrażowych w Bielsku - Białej?
Co z tysiącami innych zakładów pracy i milionami bezrobotnych, w
naszym kraju?
Ja nie wiem, czy gdyby nie zarozumiałość i upór, a czasem i
interesowność, wielu owych "działaczy", nie udało by się
spokojnie, wspólnym wysiłkiem, przynajmniej w części, tych
zantagonizowanych sytuacji znaleźć jakieś, pośrednie wyjście.
Uratować przynajmniej część majątku i część miejsc pracy, tak
jak zapowiada się to w Stoczni Szczecińskiej.
Myślę, że jest to jedno, chociaż nie jedyne pole, które
warto by było zaorać przez nasze media. A takich pól, pól służenia
słusznej i szlachetnej sprawie, jest w naszym kraju więcej, o wiele
więcej. Wymienię, choćby tropienie afer i śledzenie, czy sprawy
zostały doprowadzone do właściwego finału, jeżeli trzeba, to także
z zaangażowaniem opinii społecznej.
Wybraliśmy ostatnio nowe władze samorządowe. Powoli
zanikają emocje, wycisza się fala rozliczeń i bicia w piersi. Czas
na pracę i rozwiązywanie problemów, których w każdej, nawet
najmniejszej gminie nie brakuje.
Mówiąc szczerze, wcale tym, po raz pierwszy wybranym bezpośrednio
przez ludność - wójtom, burmistrzom i prezydentom -, a także
radnym do poszczególnych rad nie zazdroszczę. Oczekiwania ludności,
jak zwykle będą o wiele większe, aniżeli możliwości ich
zaspokojenia. I znowu - jak to w życiu - będą niezadowoleni.
Na rozdmuchiwaniu niezadowolenia najłatwiej zbijać kapitał, gorzej
i trudniej jest przedstawiać sprawy rzeczowo i obiektywnie.
"Czwarta władza" ma kolejne pole do popisu.
Może krytykować i piętnować lokalne samorządy za
nieudolność, opieszałość, niegospodarność, czy marnotrawstwo. I
tam gdzie takie sytuacje mają miejsce, trzeba to bezwzględnie czynić,
ale zanim weźmie się mikrofon, czy pióro do ręki, warto by wniknęła
szczegółowiej w sedno i popatrzyła, czy czasem ta
"biedna" władza nie zasługuje na uznanie za to czego, mimo
trudnych warunków, dokonała oraz co zamierza czynić i zamiast smagać
ją biczem krytyki, udzieliła jej ochronnego płaszcza.
Zwierzał mi się jeden z wójtów na Żywiecczyźnie, że
kiedy oddawali do użytku piękną salę gimnastyczną przy miejscowej
szkole, dzwonił do telewizji prosząc o przyjazd, ale przyjazdu odmówiono,
tłumacząc, że bodaj muszą pojechać dokumentować jakiś
robotniczy protest. Rozumiem, protest też ważna sprawa tylko, że
protestów w naszym kraju nie brakuje, czego nie można powiedzieć o
salach gimnastycznych przy szkołach.
I tym akcentem chciałbym zakończyć swoje, wcale nie optymistyczne
rozważania.
Antoni Urbaniec