Prosto z mostu
Dobiega końca kolejny rok, tym razem rok 2002. Każdy żyjący
na swój sposób dokonuje jego podsumowania. Księgowi w firmach liczą
zyski lub straty, politycy sukcesy bądź porażki a zwykli ludzie
dokonują swojego rodzinnego bilansu. Zadajemy sobie pytanie. Jaki był
ten rok. I tu nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Bowiem
co dla jednych może być sukcesem dla innych jest właśnie porażką.
Tak jest przede wszystkim w polityce. Jaki był ten rok dla naszej
gazety. Różny. Mieliśmy wzloty i upadki. A nawet pisemne wpadki.
Ale tak to już jest. Recesja w kraju, to również recesja na rynku
wydawniczym. Widzimy wszyscy jakie stosy gazet i czasopism zalegają w
punktach sprzedaży. Otóż przyjęła się zasada, o której
dotychczas się nikomu nie śniło, a polegająca na tym, że dwie czy
trzy znajome rodziny dzielą się kupując prasę. Ty kupisz Trybunę,
ty Wyborczą a ja kolorowy magazyn. I potem się
"pozmieniamy". Tym sposobem, wszyscy wszystko to co chcieli
przeczytali, tylko sprzedaż spadła o jedną trzecią. Trudno, takie
czasy. Również na tynku reklamy "posucha''. Firmy drżą aby
przetrwać, a więc gdzie ich stać na reklamę. A to jest niestety
podstawa utrzymania się gazet na rynku. W tej krajowej mizerii
jeszcze naszej gazecie nie grozi plajta. Cieszy fakt, że zdaliśmy
trudny egzamin jakim była obsługa wyborów samorządowych w
listopadzie. Ilość materiałów, które przeszły przez naszą gazetę
była imponująca, co świadczy również o tym, że ludzie, którzy
powierzyli prezentacje swoich programów naszej gazecie zawierzyli nam
i jak sądzę się nie zawiedli. Jeśli dodać do tego, że krąg
zainteresowanych pisaniem tekstów do naszej gazety poszerza się to
może cieszyć. Ale jest i druga strona medalu. Nie możemy dopracować
się właściwej formy kolportażu. Jest tak, że w niektórych
punktach sprzedaży pytają się o naszą gazetę a jej nie dostają,
bo jej tam nie ma względnie była ale w śladowej ilości, a w niektórych
leży ich sterta i nie ma na nią nabywcy. Ale to nie jest tylko nasz
problem, bo na te mankamenty skarzą się prawie wszystkie lokalne
gazety w kraju. Cóż. Dla firm kolporterskich jesteśmy zbyt
maluczcy, aby sobie nami głowę zawracać, co oznacza, że z tym
problemem musimy sobie dać radę sami. Niemniej jednak uważamy, że
znaleźliśmy już swoje miejsce na mapie wydawniczej w regionie i
tylko od nas piszących zależeć będzie jak będziemy postrzegani
przez Czytelników, tym bardziej że ewoluujemy w kierunku przewagi
publicystyki nad bieżącą informacją, a to przede wszystkim z uwagi
na dwutygodniowy cykl wydawniczy. Nasze zamierzenia na przyszły rok są
jeszcze ambitniejsze, ale to już słodka tajemnica redakcji i
wydawcy. Dokonując rocznego bilansu w skali regionu nie możemy
zapomnieć o ludziach, którzy odeszli od nas na zawsze. I tak pożegnaliśmy
Adama Cieślika prezesa Sp-ni Mieszkaniowej, Bolesława Twardowskiego
dyrektora Fabryki Papieru, Karola Pierlaka emerytowanego nadleśniczego
z Kamesznicy, Krystynę Urbańczyk dyrektorkę szkoły w Ujsołach czy
wreszcie lekarza społecznika ordynatora Szpitala Powiatowego dr. Józefa
Piwowarczyka. To tylko nieliczni z tych, którzy w tym roku odeszli na
wieczną wartę. Gdybym w skali regionu zaczął szukać pozytywnych
momentów byłoby mi o wiele trudniej. Miasto i powiat były wewnętrznie
rozdarte. Niepotrzebne podjazdy min- afery czy też zwykłe prasowe
pyskówki nie wystawiają im na pewno dobrego świadectwa. Również wątpliwości
co do kierunków rozwoju gospodarczego, pogłębiające się
bezrobocie, a przede wszystkim utrata praw do zasiłków dla
bezrobotnych nie nastrajały optymistyczne. Dalej nie wiemy jaka będzie
skala środków na programy związane z ochroną wód Jeziora Żywieckiego,
które to stanowiłyby antidotum na pustkę na rynku pracy. Nie bardzo
wiemy co z drogą ekspresową Bielsko - Żywiec - Zwardoń, wiemy że
będzie budowana, tylko kiedy? I takich dylematów jest więcej.
Niemniej jednak nie można być do końca katastrofistą. Dostrzegam
światło w tunelu. A jest nim układ sił w radach i zarządach gmin
miasta i powiatu. Wynegocjowane układy personalne w zarządach
powiatu, miasta i większości gmin pozwalają domniemywać, że
wybrani w demokratycznych wyborach samorządowych zrozumieli wreszcie,
że obszar powiatu, miasta czy gminy to nie poligon dla walk
politycznych rozmaitych koterii ale to wreszcie "małe
ojczyzny", gdzie wspólna praca, wzajemne poszanowanie i współdziałanie,
to pole dla działaczy samorządowych. Rozkład funkcji i stanowisk
winien gwarantować chęć współpracy ludzi o różnych poglądach
politycznych, różnych ugrupowań, od skrajnej prawicy poprzez
centroprawicę, centrolewicę na skrajnej lewicy kończąc. Polityka
musi ustąpić miejsca regionalizmowi. Chodzi o to by Żywiecczyzna
znajdowała się na czołówkach gazet w radiu czy w telewizji ale nie
w działach - afera bądź kronika wypadków. Wierzę w to i nie tylko
zresztą ja, że tak się stanie. To, że rok przyszły do łatwych
należeć nie będzie wiemy wszyscy. Niemniej jednak: analizując
pierwsze wypowiedzi tak starosty jak i burmistrza zamieszczone na
naszych łamach mamy prawo sądzić, że te organy zarządzające
podpierane organami uchwałodawczymi zrobią wszystko, aby tą przysłowiową
„drogę przez mękę” przejść jak najszybciej.
W imieniu zespołu redakcyjnego i swoim własnym tego właśnie
im życzymy. Celowo nie chciałem się silić na sumowanie polityki
krajowej, chociaż te tematy przewijały się w moich felietonach. Sądzę,
że zrobią to za mnie inni, mądrzejsi, znawcy tematu. Powiem tylko
od siebie. Ocena roku w skali kraju tak pod względem politycznym jak
i gospodarczym będzie na pewno bardzo surowa. Nie widzę tam za dużo
plusów. Ale to już nie moje zmartwienie.
Kazimierz SEMIK
P.S. Z okazji zbliżającego się nowego A.D. 2003 roku chcę złożyć
osobiste życzenia wszystkim tym, którzy czytają moje felietony, po
części się z ich treściami zgadzając, jak i tym, którym w tych
tegorocznych 24 tekstach nadepnąłem na odciski i odsądzili mnie od
czci i wiary. Głowa do góry. Do Siego Roku.