Wyprawa moich marzeń
Wyprawa mojego życia
Pewnego dnia, gdy wybrałam się na spacer, zobaczyłam jakieś światło
wydobywające się zza drzew. niewiele myśląc, od razy tam pobiegłam
i zobaczyłam piękny kwiat. Gdy go dotknęłam, poczułam się lekka
i w mgnieniu oka znalazłam się w innym wymiarze, gdzie słońce
bardzo mocno grzało. Leciałam w powietrzu nad oceanem (czułam się
jak Piotruś Pan). Patrzę, a przede mną wielka chmura strzelająca
piorunami, gdzie popadnie. Próbuję się zatrzymać, uciec jej gdzieś,
lecz ona jakby się uparła, leci cały czas za mną, dopadła mnie.
Zaczyna mną okropnie szarpać na wszystkie strony świata, aż tracę
wysokość i spadam w błękitną taflę wody. Plusk!
Tyle z tego wszystkiego pamiętam, gdyż obudziłam się na jakiejś
wyspie. Gdy dotknęłam stopami lądu, to jakby miliony promyków słońca
zaczęło we mnie wchodzić. I w tedy poczułam, że to słońce
przynosi mi ukojenie duszy. Poczułam się cudownie. Koło mnie były
piękne rośliny, a nade mną słoneczne niebo. Z głębi wyspy
dobiegało szemranie strumyczków. Zaczęłam iść, a raczej jakby
biec, bo byłam jak piórko. Mijałam piękne rośliny, po prawej złocienie,
po lewej inne kwiaty, a także różnorodne zwierzątka, takie jak zajączki,
sarenki, niedźwiadki i wiele innych. Lecz te zwierzątka były łagodne
i przepełnione słońcem. Kiedy zagłębiłam się dalej w wyspę,
dojrzałam wielką polanę. Było to coś wspaniałego, ponieważ rosły
tam poziomki, maliny i inne owoce. Poczułam się bezpiecznie. Położyłam
się na miękkiej trawce i zasnęłam. Obudził mnie szum wody. Wstałam
i zaczęłam biec. Po chwili zobaczyłam wodospad. Spadająca woda
odbijała się o kamienie i "robiła" tęczę. Było to coś
cudownego. Nad brzegiem rzeki zbudowałam sobie szałas, a wyspę
nazwałam "Wyspą Wschodzącego Słońca". Siedziałam sobie
w szałasie i naraz usłyszałam szum. Wyszłam i zauważyłam gryfa.
Był on piękny i potężny. Podeszłam do niego, a on chwycił mnie
dziobem i posadził na grzbiecie. Dwoma ruchami skrzydeł wzbił się
w powietrze i zawiózł mnie do groty w skale, gdzie spotkałam
postacie z bajek: Czerwonego Kapturka, 3 świnki i wiele różnych
bajkowych stworzeń.
Przebywałam tam trzy dni, ale zaczęłam tęsknić za domem. poprosiłam
gryfa, by odwiózł mnie z powrotem do domu. Gryf usłuchał mojej prośby
i gdy na niego wsiadałam, w mgnieniu oka byłam na polanie pod tym
samym drzewem, gdzie rósł śliczny kwiat. Nigdy nie zapomnę tej
przygody, ponieważ była to wyprawa mojego życia.
Dominika Czul, kl. VI d SP 3 Żywiec