Nad Sołą i Koszarawą - nr 1 (104) - rok  VI - 1 styczeń 2003

 poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Wyprawa moich marzeń

Wyprawa mojego życia

Pewnego dnia, gdy wybrałam się na spacer, zobaczyłam jakieś światło wydobywające się zza drzew. niewiele myśląc, od razy tam pobiegłam i zobaczyłam piękny kwiat. Gdy go dotknęłam, poczułam się lekka i w mgnieniu oka znalazłam się w innym wymiarze, gdzie słońce bardzo mocno grzało. Leciałam w powietrzu nad oceanem (czułam się jak Piotruś Pan). Patrzę, a przede mną wielka chmura strzelająca piorunami, gdzie popadnie. Próbuję się zatrzymać, uciec jej gdzieś, lecz ona jakby się uparła, leci cały czas za mną, dopadła mnie. Zaczyna mną okropnie szarpać na wszystkie strony świata, aż tracę wysokość i spadam w błękitną taflę wody. Plusk!
Tyle z tego wszystkiego pamiętam, gdyż obudziłam się na jakiejś wyspie. Gdy dotknęłam stopami lądu, to jakby miliony promyków słońca zaczęło we mnie wchodzić. I w tedy poczułam, że to słońce przynosi mi ukojenie duszy. Poczułam się cudownie. Koło mnie były piękne rośliny, a nade mną słoneczne niebo. Z głębi wyspy dobiegało szemranie strumyczków. Zaczęłam iść, a raczej jakby biec, bo byłam jak piórko. Mijałam piękne rośliny, po prawej złocienie, po lewej inne kwiaty, a także różnorodne zwierzątka, takie jak zajączki, sarenki, niedźwiadki i wiele innych. Lecz te zwierzątka były łagodne i przepełnione słońcem. Kiedy zagłębiłam się dalej w wyspę, dojrzałam wielką polanę. Było to coś wspaniałego, ponieważ rosły tam poziomki, maliny i inne owoce. Poczułam się bezpiecznie. Położyłam się na miękkiej trawce i zasnęłam. Obudził mnie szum wody. Wstałam i zaczęłam biec. Po chwili zobaczyłam wodospad. Spadająca woda odbijała się o kamienie i "robiła" tęczę. Było to coś cudownego. Nad brzegiem rzeki zbudowałam sobie szałas, a wyspę nazwałam "Wyspą Wschodzącego Słońca". Siedziałam sobie w szałasie i naraz usłyszałam szum. Wyszłam i zauważyłam gryfa. Był on piękny i potężny. Podeszłam do niego, a on chwycił mnie dziobem i posadził na grzbiecie. Dwoma ruchami skrzydeł wzbił się w powietrze i zawiózł mnie do groty w skale, gdzie spotkałam postacie z bajek: Czerwonego Kapturka, 3 świnki i wiele różnych bajkowych stworzeń.
Przebywałam tam trzy dni, ale zaczęłam tęsknić za domem. poprosiłam gryfa, by odwiózł mnie z powrotem do domu. Gryf usłuchał mojej prośby i gdy na niego wsiadałam, w mgnieniu oka byłam na polanie pod tym samym drzewem, gdzie rósł śliczny kwiat. Nigdy nie zapomnę tej przygody, ponieważ była to wyprawa mojego życia.

Dominika Czul, kl. VI d SP 3 Żywiec

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.