Od powietrza złego...
Niejedna fasada kościoła barokowego jest ozdobiona
zegarem, pod którym widnieje napis: "Któraś z tych godzin będzie
twoją ostatnią". Dziś prawdopodobnie nikt na takie hasło
przypominające o śmierci by się nie odważył, gdyż obecność jej
została zepchnięta na margines naszego życia.
Inaczej było w baroku, kiedy człowiek doświadczany
przez śmierć nauczył się żyć z jej świadomością. Społeczeństwo
tego okresu nie drżało przed zawałami czy rakiem, wolne było już
prawie od trądu. Była jednak choroba "powietrza", która
spędzała sen z powiek mieszkańcom miasta. Na Podbeskidziu oznaki dżumy
pojawiły się wielokrotnie, niemniej Żywiec doświadczył jej obecności
w całej pełni tylko raz, kiedy w 1592 roku "złe
powietrze" przynieśli studenci z Krakowa. Unicestwiło ono wówczas
około 500 obywateli. Nauczone tym doświadczeniem miasto nigdy
później nie dało się zaskoczyć zarazie. I choć sporadycznie dżuma
zostawiła swoje ślady w okolicy (Rajcza 1680, Rycerka i Sopotnia
1713), władze nigdy nie dopuściły do jej rozwoju, gdyż w przeciwieństwie
do innych miast stosowano właściwe środki ochronne. Dbano o czystość,
wystawiano kordon sanitarny ilekroć usłyszano o pojawieniu się
powietrza - Żywiec bronił dostępu do swego grodu aż 43 razy w ciągu
100 lat. Bezwzględnie przestrzegano kwarantanny mogących zarażać i
nadzorowano palenie wszystkich pozostałości po nich.
Inne miasta w takich przypadkach stosowały dziwne
zabiegi. Generalnie polegały one na "czyszczeniu"
powietrza. w tym celu nakazywano w Krakowie z dział strzelać lub
palić ogniska, które to "powietrze polerują i wysuszają".
Jan Petrycy, świadek tamtych czasów, radził z całą powagą, że
należy "śpiewać, głośno wołać - lub - krowy przez miasto
gnać, aby swym rykiem powietrze wzruszyły..."
Najbardziej doświadczonym przez dżumę miastem były Kęty.
Tam co rusz wybuchała epidemia. Kiedy kolejny raz w 1708 roku gród
nawiedziła zaraza "miasto Żywiec (...) posłało do miasta Kęt
żywności fur trzy (...) ratując ich jako ludzi od Pana Boga
nawiedzonych morowym powietrzem". Zapisano, że dary te zostały
złożone "z miłosiernego uczynku".
Był to na pewno humanitarny gest, poparty wiarą i wypływający
z moralności chrześcijańskiej. Niemniej trzeba przyznać, że był
to czyn ze wszech miar racjonalny. Przecież głodni ludzie z Kęt
mogliby w poszukiwaniu żywności przenieść zarazę do okolicznych
wiosek, a z czasem i do Żywca.
W czasach baroku dżuma nie była jedynym nieszczęściem,
jakiego doświadczali ludzie, lecz na pewno zebrała ona największe
żniwo, pochłaniając jedną trzecią, jeżeli nie połowę
Europejczyków. Choroba, która bywa zwiastunem śmierci, przypomina o
kruchości i przemijalności człowieka.
Memento mori - pamiętaj, że umrzesz - było zawołaniem
wszystkich w baroku, gdyż - jak pisze L. Kubala - gdy człowiek ma do
czynienia z siłą, wobec której czuje się bezradny, wtedy:
"dowcip i energia tępieją, a siły pojedynczych ludzi się
zrywają".
Jacek Kachel