Nad Sołą i Koszarawą - nr 1 (104) - rok  VI - 1 styczeń 2003

 poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Wspomnienia z PRL-u - "Wino czy trucizna?"

Ostatnio po raz kolejny przeczytałem moją ulubioną książkę "Anegdoty z mesy" Henryka Mąki wydanej przez KAW w Szczecinie w 1987r., gdzie autor przedstawia wiele wesołych opowieści ludzi morza spisanych z lat 1950-60. Książka jest niezmiernie ciekawa, bawi, uczy i zawiera ten niepowtarzalny romantyzm PRL-u, do którego obecnie z pewnym sentymentem wracamy. Marynarze bardzo lubili piwo w tym głównie Żywiec a także Okocim dostarczane na polskie statki przez Baltonę. Piwo tych browarów było rarytasem i wiemy z doświadczeń jak trudno było je kupić. Po pracy najbardziej cenionym marynarskim trunkiem była najlepsza z wódek polska "Wyborowa". Innym trunkiem oficjalnym podawanym marynarzom było wino. W jednym z opowiadań w/w książki noszącym tytuł "Gdzie kupiliście tę truciznę" czytamy ...Tradycją wpisaną w umowę zbiorową marynarzy jest podawanie do obiadu wina w strefie tropikalnej. Do niedawna po minięciu Zwrotnika Raka każdy członek załogi otrzymywał do obiadu szklankę wieloowocowego wina firmy "Las"( z Żywca). Ale tak jak nikt nie cierpi myszy w piwie, włosa w zupie czy karalucha w herbacie, tak marynarze nie cierpieli tego napoju. Bo tropikalne wino "Las" było cierpkie, bez żadnego aromatu, a po jego wypiciu większość marynarzy cierpiała na bóle głowy i rozstrój żołądka. Narzekania na to wino były powszechne, ale z różnych przyczyn uzależnione od armatorów stacje sanitarno-epidemiologiczne polskich miast portowych i portowe przychodnie zdrowia dziwnie jakoś nie mogły zdobyć się na wydanie negatywnej opinii o tym wyrobie (centralne zarządzenia i zalecenia serwowania tego wina?). W najwyższym stopniu zdegustowani tym marynarze statku linii zachodnioafrykańskiej "Radom", zdjąwszy dla niepoznaki pstrokatą nalepkę, oddali nie odpieczętowaną butelkę "tropikalnego" do analizy stojąc w porcie w Hamburgu. Już na drugi dzień przyszła na statek ...policja! - My w sprawie tego płynu, który oddaliście wczoraj do portowego laboratorium - powiedzieli zdumionemu ochmistrzowi, przedkładając dokumenty analizy, która niedwuznacznie wykazała w winie "Las" kwas siarkowy, dodawany przez producenta dla poprawienia klarowności i spirytus, dodawany w celu podniesienia w nim procentu alkoholu. - Podajcie nam adres kupca, u którego tę truciznę kupiliście. Pojedziemy go aresztować... Ponieważ podobnie wypadły analizy "tropikalnego" w Rotterdamie, Houston, Buenos Aires i Singapurze, polscy armatorzy ulegli. Od kilku lat między zwrotnikami Raka i Koziorożca podawane są na statkach biało-czerwonej bandery wyłącznie wina gronowe: algierskie, bułgarskie, hiszpańskie, rumuńskie bądź tunezyjskie i węgierskie. Wprawdzie najtańsze z najtańszych, ale nieszkodliwe. Cóż różnie to z polskimi winami owocowymi bywało, ale wezmę tu w obronę słynną niegdyś w Żywcu firmę "Las" - otóż jej wina z okresu późniejszego czyli z lat 80-tych były produkowane wyłącznie z czystych i zdrowych komponentów, były poszukiwane specjały z: jeżyn, czarnej jagody, tarniny, malin czy porzeczek. Piękne kształty butelek charakterystycznie oplatane sznurkiem, złocone ciekawe etykiety i jakość tych win sprawiły że były rarytasem na rynku, równie jak żywieckie piwa. Obecnie nie ma już firmy "Las" w Żywcu, a nam zostały wspomnienia te złe i dobre z czasów niezapomnianego PRL-u.

Edward Poskier
P.S. W artykule posłużono się wątkami z książki "Anegdoty z mesy" Henryka Mąki, grafika Maciej Maciejewski

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.