Wyprawa moich marzeń
Podróż do wnętrza człowieka
Ja wybrałam się do wnętrza człowieka. Całą wyprawę
odbyłam sama w specjalnej machinie.
Przed niesamowitą wycieczką musiałam wyposażyć się w niezbędne
mi przedmioty. Podróż trwała trzy dni. Zabrałam ze sobą: suchy
prowiant, różnego rodzaju napoje, zmienne ubrania, telefon komórkowy
z potrójnie większym zasięgiem, aby mieć kontakt z rodziną,
aparat fotograficzny, kamerę, notatnik i oczywiście, dobry humor.
Machina była bardzo duża, zbyt duża dla mnie, ponieważ
zostałam tysiąckrotnie zmniejszona, aby nie zagrażać życiu człowieka,
do wnętrza którego się wybierałam.
Wszystko poszło dobrze. Wysłali mnie do jestestwa mojego brata - to
on był ofiarą. Do jego wnętrza dostałam się przez jamę ustną.
Na początku nie było wcale tak źle, lecz później zaczęły się kłopoty.
Dostałam się do układu trawiennego. Mogłam zostać strawiona i więcej
nie powrócić, na szczęście, maszyna, którą podróżowałam, miała
pancerz zabezpieczający przed kwasami. Skręciłam w lewą komorę i
wraz z biegiem krwi dostałam się do serca. Trzeba przyznać, że
serce mojego brata było i jest w rewelacyjnym stanie i mam nadzieję,
że dzięki temu chłopak długo pożyje.
Skoro byłam już w okolicy serca, to dlaczego nie miałabym
zobaczyć płuc? Niestety, pomyliłam komory i skręciłam w jakiś
nieznany mi zakątek. Wtedy zaczęła się ostra i zacięta walka.
Zaatakowały mnie jakieś wirusy, prawdopodobnie grypy. Musiałam się
ich pozbyć dla własnego zdrowia i dla dobra mojego brata. Walczyłam
bez wytchnienia i udało mi się je pokonać. Po czterech godzinach
walki mogłam wreszcie odpocząć. Na podobnych zmaganiach upłynęły
dwa dni.
Na trzeci dzień wyruszyłam oglądać mózg mego
braciszka. To było cudowne przeżycie oglądać jego wspomnienia z
dzieciństwa. Poznałam jego sekrety, marzenia, dowiedziałam się,
gdzie trzyma swoje rzeczy, na których mi zależy, jakie ma hasło do
komputera...ech! To było wspaniałe!
Szkoda, że ta przygoda trwała tak krótko. Chętnie
zobaczyłabym jego płuca i oba jelita. Cóż, może następnym razem?
Ogólnie jestem zadowolona ze swojej wyprawy. Żeby odbyć taką podróż,
trzeba mieć dużo szczęścia.
Kasia Kucharska
Szkoła Podstawowa nr 1 Klasa VIa