Prosto z mostu
Dzisiejszy felieton będzie miał parę wątków. Otóż
w tym kraju dzieje się bardzo dużo, zwłaszcza w polityce, w
gospodarce jakby mniej. Problemy związane z wyborami za nami.
Ukonstytuowały się rady i zarządy, mniej czy bardziej barwne w
swych koligacjach. Na niektórych koalicjach nie zostawiono suchej
nitki. Niektórzy liderzy "sypią się" inni triumfują.
Normalne. Środki masowego przekazu wyżywają się na politykach,
partiach czy ugrupowaniach a życie toczy się dalej. Bieda i nędza
ludziom doskwiera, za chwilę będziemy czytać o kolejnych śmiertelnych
zejściach ludzi bezdomnych, głodnych, wyziębionych. Ale do tego
zaczynamy się przyzwyczajać co jest na pewno zjawiskiem nagannym
Przechodzimy obok tego i zaczynamy się fascynować, czym? Naszym wejściem
do Unii. Dawniej śpiewało się - w Polskę idziemy a teraz wypada śpiewać
w Unię idziemy. Aby ktoś nie zrozumiał mnie opacznie, nie jestem
przeciwnikiem naszego wejścia do Unii, nie popieram niektórych oszołomów
spod znaku L.P.R., Samoobrony czy innych drobnych ugrupowań. Chcę
tylko powiedzieć, że niewielu Polaków wierzy, że Unia to panaceum
na wszystko, na naszą biedę, fatalny stan gospodarki, zapyziałe
rolnictwo i etc. Ktoś kto z ramienia rządu odpowiedzialny jest za
nasze wejście do Unii (nie mam na myśli bezpośrednich negocjatorów
w Brukseli) powinien zrozumieć, że kampania propagandowa prowadzona
przez rząd jest całkiem do kitu. Z jednej strony chcemy a z drugiej
się boimy. Nasi adwersarze wykorzystują na każdym kroku nasze
potyczki przedstawiając nas jako pariasów w Unii. Niechże wreszcie
ktoś odważny wstanie i powie - bez skorzystania z wejścia w
pierwszym okresie tj. w 2004 roku może nas tam już nigdy nie być. I
co wtedy? Będziemy wyspą na lądzie. Z drugiej strony trzeba
zrozumieć tę część społeczeństwa, która się tego lęka. Jak
dotychczas największy szum robią rolnicy, a właściwie to nie
prawdziwi rolnicy, tylko ci przyszywani, którzy zabarykadowali się w
związkach i organizacjach rolniczych. Wychodzi z tego, że polskie
rolnictwo to pępek świata w skali całej gospodarki polskiej i
europejskiej. Owszem walczyć trzeba, ale nie stawiać wszystko na
jednej szali. Spotykam się z ludźmi znajomymi, którzy pytają mnie
o co właściwie chodzi?. Pytają, to po jaką cholerę mamy płacić
2 mld. Euro jako składkę, po to by w rewanżu otrzymać 3 mld. To
niech nam dadzą ten jeden miliard w rozliczeniu i kwita. I taki jest
u wielu ludzi tok rozumowania, wynikający z niewiedzy, z braku
rzetelnej informacji. Natomiast zajadli przeciwnicy wejścia do Unii
żerują na potknięciach rządu i naciągają spiralę
niezadowolonych, która w konsekwencji może zaważyć na wynikach
referendum. I tyle na ten temat.
A teraz z innej beczki. Przez kraj przeszła burza po
wyemitowaniu programu telewizyjnego pt. "Imperium o. Rydzyka".
Jak zwykle w takich przypadkach zainteresowani podzielili się na dwa
obozy - za i przeciw. Trudno powiedzieć, których jest więcej bo
wielu się w ogóle na ten temat nie wypowiada, gdyż materia jest
delikatna, ba bardzo cienka. Myśmy jeszcze nie dojrzeli do tego aby o
finansach kościelnych mówić otwarcie i publiczne co jest normą w
krajach Europy Zachodniej. W ogóle nie brałbym tematu na warsztat
gdybym nie przypomniał sobie, że na temat rozgłośni Radio Maryja
pisałem w 1999 roku. A rzecz dotyczyła nie audycji stricte kościelnych,
gdyż jest to poza wszelką wątpliwością, ale pisałem o mieszaniu
się tej rozgłośni do polityki i to niejednokrotnie w sposób
zjadliwy a nieraz nawet na pograniczu chamstwa. Tutaj niewiele się
zmieniło, gdyż wielu autorów zostało tych samych. A niektóre
audycje z cyklu rozmowy niedokończone to naprawdę popis tekstów o
dużej ilości agresji, jadu i nienawiści. Jak by tego było mało
wielki biznesmen w sutannie o. Tadeusz Rydzyk prowadzi całkiem pokaźne
interesy, tyle że poza organami podatkowymi. Jeśli prawdą jest co
pisała "Rzeczpospolita" "Gazeta Wyborcza" i
"Nie", to mamy do czynienia z dwoma kategoriami ludzi. Bo
czymże wobec prawa różni się facet w krawacie od faceta w
koloratce. Myślę, że niczym. Podkreślam wobec prawa. A przecież
już we wstępnej części naszej Konstytucji wyraźnie stanowi, że
wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Dziwi mnie przy tym stanowisko
hierarchii kościelnej, która już wcześniej się podzieliła.
Jeszcze niedawno wołano z ambon aby nie dopuszczać do otwierania
biur Radia Maryja w poszczególnych diecezjach, wołano do tegoż
redemptorysty o polityczne opamiętajcie się, ale jak przyszło do mówienia
o kasie to nagle w tył zwrot. Boję się zatem aby sprawa nie rozmyła
się, jak wiele innych a państwo okazało się za słabe w stosunku
do struktur kościelnych, choć wyjaśnienie tej sprawy do końca
powinno również leżeć w interesie Kościoła katolickiego.
Poczekamy, zobaczymy.
* * *
I wreszcie trzecia sprawa tym razem lokalna. Był spokój wokół księżnej
Marii Krystyny Habsburg. Przedwyborcza hucpa zaprowadziła władze żywieckie
do sądu w Bielsku - Białej i tak naprawdę ośmieszyła obie strony.
Kiedy wydawało się, że jest wszystko w porządku - nagle bomba. W
"Trybunie Śląskiej" z dnia 30 listopada - 1 grudnia br.
czytam artykuł pt. "Niechciane dary". Dowiaduję się, że
księżna chce przekazać wraz z dwoma innymi darczyńcami kolekcję
obrazów Habsburgów o wartości około 500 tyś. zł. A miasto nie
chce. Osobiście pytałem burmistrza Szlagora o powód odmowy, który
wyjaśnił że sprawa jest w toku. Bo przekazanie takowego majątku
wymaga zabezpieczenia prawnego, bo to przecież są dzieła sztuki a
nie worki z kartoflami. Tak więc myślę że jest to kolejna zagrywka
tzw. "opiekunów" a ofiarą jak zwykle pada Bogu ducha winna
księżna.
* * *
Na koniec sprawa znana wszystkim. Dalszy ciąg walki pana Kastelika z
Góry Burgałowskiej, który niczym Syzyf walczy o uruchomienie 3
programu TVP na naszym terenie. Jak zobaczyłem te sterty pism
"do wszystkich świętych" od premiera naszego rządu
poczynając, poprzez posłów i senatorów, na staroście i burmistrzu
kończąc, to naprawdę jest za co podziwiać tegoż człowieka. Zebrał
setki podpisów, chodząc od domu do domu, tracąc swój czas i pieniądze
(opłaty pocztowe) itp. Prosił mnie aby na naszych łamach podziękować
wszystkim tym, którzy wspierają go na duchu poprzez składanie
podpisów, jak również tym, którzy cokolwiek w tej materii zrobili
- co niniejszym czynię. Myślę panie Kastelik, że w końcu ktoś się
zlituje i trud pański zostanie wynagrodzony i będziemy mieć tą
upragnioną trójkę. Życzę panu tego z całego serca.
Kazimierz SEMIK.