Nad Sołą i Koszarawą - nr 24 (103) - rok  V - 15 grudzień  2002

 poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Prosto z mostu

   Dzisiejszy felieton będzie miał parę wątków. Otóż w tym kraju dzieje się bardzo dużo, zwłaszcza w polityce, w gospodarce jakby mniej. Problemy związane z wyborami za nami. Ukonstytuowały się rady i zarządy, mniej czy bardziej barwne w swych koligacjach. Na niektórych koalicjach nie zostawiono suchej nitki. Niektórzy liderzy "sypią się" inni triumfują. Normalne. Środki masowego przekazu wyżywają się na politykach, partiach czy ugrupowaniach a życie toczy się dalej. Bieda i nędza ludziom doskwiera, za chwilę będziemy czytać o kolejnych śmiertelnych zejściach ludzi bezdomnych, głodnych, wyziębionych. Ale do tego zaczynamy się przyzwyczajać co jest na pewno zjawiskiem nagannym Przechodzimy obok tego i zaczynamy się fascynować, czym? Naszym wejściem do Unii. Dawniej śpiewało się - w Polskę idziemy a teraz wypada śpiewać w Unię idziemy. Aby ktoś nie zrozumiał mnie opacznie, nie jestem przeciwnikiem naszego wejścia do Unii, nie popieram niektórych oszołomów spod znaku L.P.R., Samoobrony czy innych drobnych ugrupowań. Chcę tylko powiedzieć, że niewielu Polaków wierzy, że Unia to panaceum na wszystko, na naszą biedę, fatalny stan gospodarki, zapyziałe rolnictwo i etc. Ktoś kto z ramienia rządu odpowiedzialny jest za nasze wejście do Unii (nie mam na myśli bezpośrednich negocjatorów w Brukseli) powinien zrozumieć, że kampania propagandowa prowadzona przez rząd jest całkiem do kitu. Z jednej strony chcemy a z drugiej się boimy. Nasi adwersarze wykorzystują na każdym kroku nasze potyczki przedstawiając nas jako pariasów w Unii. Niechże wreszcie ktoś odważny wstanie i powie - bez skorzystania z wejścia w pierwszym okresie tj. w 2004 roku może nas tam już nigdy nie być. I co wtedy? Będziemy wyspą na lądzie. Z drugiej strony trzeba zrozumieć tę część społeczeństwa, która się tego lęka. Jak dotychczas największy szum robią rolnicy, a właściwie to nie prawdziwi rolnicy, tylko ci przyszywani, którzy zabarykadowali się w związkach i organizacjach rolniczych. Wychodzi z tego, że polskie rolnictwo to pępek świata w skali całej gospodarki polskiej i europejskiej. Owszem walczyć trzeba, ale nie stawiać wszystko na jednej szali. Spotykam się z ludźmi znajomymi, którzy pytają mnie o co właściwie chodzi?. Pytają, to po jaką cholerę mamy płacić 2 mld. Euro jako składkę, po to by w rewanżu otrzymać 3 mld. To niech nam dadzą ten jeden miliard w rozliczeniu i kwita. I taki jest u wielu ludzi tok rozumowania, wynikający z niewiedzy, z braku rzetelnej informacji. Natomiast zajadli przeciwnicy wejścia do Unii żerują na potknięciach rządu i naciągają spiralę niezadowolonych, która w konsekwencji może zaważyć na wynikach referendum. I tyle na ten temat.
   A teraz z innej beczki. Przez kraj przeszła burza po wyemitowaniu programu telewizyjnego pt. "Imperium o. Rydzyka". Jak zwykle w takich przypadkach zainteresowani podzielili się na dwa obozy - za i przeciw. Trudno powiedzieć, których jest więcej bo wielu się w ogóle na ten temat nie wypowiada, gdyż materia jest delikatna, ba bardzo cienka. Myśmy jeszcze nie dojrzeli do tego aby o finansach kościelnych mówić otwarcie i publiczne co jest normą w krajach Europy Zachodniej. W ogóle nie brałbym tematu na warsztat gdybym nie przypomniał sobie, że na temat rozgłośni Radio Maryja pisałem w 1999 roku. A rzecz dotyczyła nie audycji stricte kościelnych, gdyż jest to poza wszelką wątpliwością, ale pisałem o mieszaniu się tej rozgłośni do polityki i to niejednokrotnie w sposób zjadliwy a nieraz nawet na pograniczu chamstwa. Tutaj niewiele się zmieniło, gdyż wielu autorów zostało tych samych. A niektóre audycje z cyklu rozmowy niedokończone to naprawdę popis tekstów o dużej ilości agresji, jadu i nienawiści. Jak by tego było mało wielki biznesmen w sutannie o. Tadeusz Rydzyk prowadzi całkiem pokaźne interesy, tyle że poza organami podatkowymi. Jeśli prawdą jest co pisała "Rzeczpospolita" "Gazeta Wyborcza" i "Nie", to mamy do czynienia z dwoma kategoriami ludzi. Bo czymże wobec prawa różni się facet w krawacie od faceta w koloratce. Myślę, że niczym. Podkreślam wobec prawa. A przecież już we wstępnej części naszej Konstytucji wyraźnie stanowi, że wszyscy jesteśmy równi wobec prawa. Dziwi mnie przy tym stanowisko hierarchii kościelnej, która już wcześniej się podzieliła. Jeszcze niedawno wołano z ambon aby nie dopuszczać do otwierania biur Radia Maryja w poszczególnych diecezjach, wołano do tegoż redemptorysty o polityczne opamiętajcie się, ale jak przyszło do mówienia o kasie to nagle w tył zwrot. Boję się zatem aby sprawa nie rozmyła się, jak wiele innych a państwo okazało się za słabe w stosunku do struktur kościelnych, choć wyjaśnienie tej sprawy do końca powinno również leżeć w interesie Kościoła katolickiego. Poczekamy, zobaczymy.

* * *

I wreszcie trzecia sprawa tym razem lokalna. Był spokój wokół księżnej Marii Krystyny Habsburg. Przedwyborcza hucpa zaprowadziła władze żywieckie do sądu w Bielsku - Białej i tak naprawdę ośmieszyła obie strony. Kiedy wydawało się, że jest wszystko w porządku - nagle bomba. W "Trybunie Śląskiej" z dnia 30 listopada - 1 grudnia br. czytam artykuł pt. "Niechciane dary". Dowiaduję się, że księżna chce przekazać wraz z dwoma innymi darczyńcami kolekcję obrazów Habsburgów o wartości około 500 tyś. zł. A miasto nie chce. Osobiście pytałem burmistrza Szlagora o powód odmowy, który wyjaśnił że sprawa jest w toku. Bo przekazanie takowego majątku wymaga zabezpieczenia prawnego, bo to przecież są dzieła sztuki a nie worki z kartoflami. Tak więc myślę że jest to kolejna zagrywka tzw. "opiekunów" a ofiarą jak zwykle pada Bogu ducha winna księżna.

* * *

Na koniec sprawa znana wszystkim. Dalszy ciąg walki pana Kastelika z Góry Burgałowskiej, który niczym Syzyf walczy o uruchomienie 3 programu TVP na naszym terenie. Jak zobaczyłem te sterty pism "do wszystkich świętych" od premiera naszego rządu poczynając, poprzez posłów i senatorów, na staroście i burmistrzu kończąc, to naprawdę jest za co podziwiać tegoż człowieka. Zebrał setki podpisów, chodząc od domu do domu, tracąc swój czas i pieniądze (opłaty pocztowe) itp. Prosił mnie aby na naszych łamach podziękować wszystkim tym, którzy wspierają go na duchu poprzez składanie podpisów, jak również tym, którzy cokolwiek w tej materii zrobili - co niniejszym czynię. Myślę panie Kastelik, że w końcu ktoś się zlituje i trud pański zostanie wynagrodzony i będziemy mieć tą upragnioną trójkę. Życzę panu tego z całego serca.

Kazimierz SEMIK.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.