10 lat polsko-niemieckich spotkań młodzieży w Żywcu
To już dziesięć lat trwają spotkania młodzieży z Żywca
(pod skrzydłami dyrekcji i nauczycieli z Zespołu Szkół
Budowlano-Drzewnych im. Armii Krajowej) oraz z Kolonii i Wuppertalu
(pilotowanych przez Jugendakademie Walberberg i szkoły partnerskie).
Programy wizyt powstają przy wspólnym udziale ZSB-D oraz
Jugendakademie Walberberg. A zaczęło się w 1992 roku, trzy lata po
zmianie ustrojowej w Polsce, która otworzyła nowe możliwości i
pozwoliła nauczycielom i młodzieży inaczej spojrzeć na problematykę
współczesnej Europy.
Te pierwsze spotkania były niezwykle intensywne pod względem
kulturowym; akcentowały poznawanie kraju sąsiada (wymiany odbywały
i odbywają się z założenia dwa razy w roku, składają się z
wizyty u partnera oraz goszczenia go później u siebie). Zwiedzano,
oglądano, słuchano, robiono zdjęcia, kręcono filmy wideo, notowano
i zapamiętywano i wracano do domu, do swoich spraw... Były to raczej
wycieczki krajoznawczo-turystyczne, przeżywane w towarzystwie bliżej
nieznanych Niemców czy Polaków, w bliżej nieznanym kraju, ze
stosunkowo obcymi zwyczajami, ale w dobrej atmosferze. Zwiedzaliśmy,
próbowaliśmy potraw, napojów i rozglądaliśmy się wokół siebie,
patrzyliśmy na siebie i słuchaliśmy się nawzajem. Tak było... Aż
pojawił się dialog. Zaczęliśmy mówić o swoich potrzebach,
wizjach, poglądach. Z razu nieśmiało, obawiając się
niezrozumienia, posądzenia o to, że nasze potrzeby mogą wydać się
drugiej stronie zbyt małostkowe, Zaczęliśmy się spierać - z
dialogu rodziły się pomysły na programy wizyt i seminariów dla młodzieży.
Tak, prowadzący spotkania zarówno Polacy jak i Niemcy dojrzewali
wraz z sytuacją i pojawiającymi się nowymi możliwościami. Młodzież
żywiecka i kolońska zyskiwała na tym - otrzymywała naprawdę
ciekawą ofertę seminaryjną. W ofercie tej pojawiło się wreszcie
miejsce na dialog młodych Polaków i Niemców, dialog Górali i Nadreńczyków,
dialog Europejczyków.
Z całą stanowczości mogę stwierdzić, że w okolicy
Żywca nie ma takich seminariów młodzieżowych, jakie organizowane są
przez kadrę ZSB-D Żywiec i Jugendakademie Walberberg. Na około
tydzień młodzież zwalniana jest z zajęć szkolnych (bynajmniej nie
z obowiązków szkolnych!), przebywa pod jednym dachem, wspólnie
mieszkając. Cały ten czas przeznaczony jest na zajęcia z określonego
i wspólnie wypracowanego przez stronę polską i niemiecką tematu. A
tematy były już różne; od holocaustu (a on bardzo boli i
interesuje Niemców), poprzez miłość, przyjaźń, seksualność,
problemy zjednoczeniowe Europy, aż po biedę i bogactwo w Polsce i
Niemczech. Młodzież z obu stron miała okazję spojrzeć na swoich sąsiadów
i ich kraj nie przez okulary uprzedzeń i krążących w społeczeństwie
klisz, a przekonać się naocznie o tym, jacy jesteśmy. Zresztą wyszło
na to, że mamy te same potrzeby do zabawy, spędzania wolnego czasu,
mamy te same żołądki, podobne upodobania muzyczne, style ubierania,
nosimy komórki przy pasku... Uczyliśmy się siebie, swoich reakcji,
swoich kultur. Uczyliśmy i uczymy się od siebie o sobie; nie od kogoś,
a dzięki naszym przeżyciom i wrażeniom ubogacaliśmy się nawzajem.
Czasem miewam wrażenie, że rozumiemy istotę negocjacji
politycznych (oczywiście w innej skali), bo myśmy to już
przerabiali: konflikty w kwestii różnic prawnych, co komu wolno, np.
niemieccy uczestnicy palący papierosy i pijący piwo od szesnastego
roku życia zgodnie z literą prawa. Ile razy pytano nas, dlaczego
nasi uczniowie nie mogą. Zawsze pozostaje to problemem odpowiedzialności.
Ale takich rozmów nie dało się unikać.
Nasze seminaria były nie tylko dla młodzieży, były i
są też dla nas, kierujących nimi pedagogów wielkim wyzwaniem
intelektualnym, mentalnym i kulturowym. Były i są związane z
wielkim nakładem pracy, czasu wolnego, odpowiedzialności i gotowości
pójścia na ustępstwa. Nie zawsze to, czego ja chcę, jest takie
oczywiste dla drugiej strony. Niektóre działania wymagały nawet
wielkiej odwagi cywilnej; np. gdy chodziło o przyznanie się do
swoich poglądów na tematy uchodzące w polskiej mentalności za
bardzo intymne i absolutnie prywatne. Niemcy słyną z bezpośredniości,
my jesteśmy raczej skryci... Niemcy wstydzą się Auschwitz, ale
jednego z pedagogów niemieckich było stać na wyznanie, że jego
ukochany dziadek będąc trybikiem w wielkiej machinie gospodarki
faszystowskiej i zmuszonym zarabiać na chleb, woził Żydów jako
maszynista do Oświęcimia. Norbert bardzo to przeżywał (zresztą
dowiedział się o tym dopiero po śmierci dziadka).
Autentycznie przeżywać, postarać się zrozumieć, powiedzieć, co
się czuje - na to zawsze stawialiśmy i stawiamy w naszych
seminariach. Pedagogika przeżyć... A młodzież? Ona zawsze jest
zachwycona. Oni są jakby w dziwnym nastroju celebracji takiego
spotkania; nie liczą czasu, są niezwykle aktywni (w szkole nie
zawsze tak jest), wyrażają swoje opinie bez większych zahamowań,
nie wstydzą się, są kreatywni... Zawsze udawało się nam rozbudzić
ich do myślenia i uczestnictwa w programie. Nigdy nie brakowało chętnych
po polskiej stronie do wzięcia udziału w seminariach. W przeciwieństwie
do Niemców. Dla tamtejszej młodzieży atrakcyjniej jest wydać pieniądze
na wycieczkę na Majorkę, niż pojechać do Polski. Ale, o dziwo!
Wszyscy ci, którzy jakoś dali się namówić, byli również
niezwykle zadowoleni, co zawsze obrazowało podsumowanie w ostatnim
dniu. Wielu przyjeżdżało i przyjeżdża później prywatnie. A więc
to prawda, że tu też jest atrakcyjnie, że mamy co pokazywać, że są
tu ludzie, których się lubi i kocha! Tak, bo przed dwoma laty doszło
do ślubu Anity z Gilowic z Richardem z Kolonii. A oni brali udział w
naszych spotkaniach. Wiele razy odwiedzali nas, tak jak i inni wcześniejsi
uczestnicy, szukając wspomnień i tamtej atmosfery ze wspólnych
wieczorów, ognisk, rozmów...
Nie pozostaje to bez wpływu na osiągnięcia w szkole,
rozwój osobowości tych, którzy biorą udział w spotkaniach. Jako
nauczyciel języka niemieckiego muszę to szczególnie podkreślić.
Wyraźnie widać u takich osób większą motywację do pracy, zaangażowania
społecznego i większą śmiałość do wyrażania swoich opinii i
racji. Cieszę się wtedy, gdy widzę, że moi uczniowie tak się
zmieniają. Mało tego. ZSB-D nie jest szkołą, w której języki
obce miałyby bardzo szczególne miejsce. Nie ma klas z rozszerzeniem
językowym w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale kilka osób (śmiem
twierdzić, że jest w tym również skromny udział seminariów
polsko-niemieckich) zostało już germanistami. Owoc dojrzewa...
Największa to radość dla pedagogów, gdy z uczniów i
wychowanków wykluwają się odpowiedzialni obywatele, jednostki
samodzielne i ukształtowane. I że pamiętają i zaglądają w mury
szkolne i do starych znajomych z seminariów, z którymi korespondują
i spotykają się. To pozwala spokojniej patrzeć w przyszłość. Bo
oni nie budują na opinii innych, lecz na swoim prywatnym doświadczeniu
przeżyć. Uczą się kompromisów, wypracowywania swojego stanowiska,
kształtują swoją osobowość uwzględniając również czyjeś
interesy. Chciałbym, aby tak pozostało. Tego życzę wszystkim i
sobie także.
Jakub Sapeta
(Nauczyciel Zespołu Szkól Budowlano-Drzewnych im. Armii Krajowej w
Żywcu, współorganizator polsko-niemieckich spotkań młodzieży)