Węgierska Górkanoclegi Węgierska Górka Projektowanie stron wwwweb design BEskidynoclegi beskidy Nieruchomoœcinieruchomoœci firanyfirany firankifiranki zasłonyzasłony obrusyobrusy Węgierska GórkaWęgierska Górka Tworzenie stron wwwTworzenie stron www

Nad Sołą i Koszarawą - nr 22 (101) - rok  V - 15 listopad 2002

 poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

10 lat polsko-niemieckich spotkań młodzieży w Żywcu

   To już dziesięć lat trwają spotkania młodzieży z Żywca (pod skrzydłami dyrekcji i nauczycieli z Zespołu Szkół Budowlano-Drzewnych im. Armii Krajowej) oraz z Kolonii i Wuppertalu (pilotowanych przez Jugendakademie Walberberg i szkoły partnerskie). Programy wizyt powstają przy wspólnym udziale ZSB-D oraz Jugendakademie Walberberg. A zaczęło się w 1992 roku, trzy lata po zmianie ustrojowej w Polsce, która otworzyła nowe możliwości i pozwoliła nauczycielom i młodzieży inaczej spojrzeć na problematykę współczesnej Europy.
   Te pierwsze spotkania były niezwykle intensywne pod względem kulturowym; akcentowały poznawanie kraju sąsiada (wymiany odbywały i odbywają się z założenia dwa razy w roku, składają się z wizyty u partnera oraz goszczenia go później u siebie). Zwiedzano, oglądano, słuchano, robiono zdjęcia, kręcono filmy wideo, notowano i zapamiętywano i wracano do domu, do swoich spraw... Były to raczej wycieczki krajoznawczo-turystyczne, przeżywane w towarzystwie bliżej nieznanych Niemców czy Polaków, w bliżej nieznanym kraju, ze stosunkowo obcymi zwyczajami, ale w dobrej atmosferze. Zwiedzaliśmy, próbowaliśmy potraw, napojów i rozglądaliśmy się wokół siebie, patrzyliśmy na siebie i słuchaliśmy się nawzajem. Tak było... Aż pojawił się dialog. Zaczęliśmy mówić o swoich potrzebach, wizjach, poglądach. Z razu nieśmiało, obawiając się niezrozumienia, posądzenia o to, że nasze potrzeby mogą wydać się drugiej stronie zbyt małostkowe, Zaczęliśmy się spierać - z dialogu rodziły się pomysły na programy wizyt i seminariów dla młodzieży. Tak, prowadzący spotkania zarówno Polacy jak i Niemcy dojrzewali wraz z sytuacją i pojawiającymi się nowymi możliwościami. Młodzież żywiecka i kolońska zyskiwała na tym - otrzymywała naprawdę ciekawą ofertę seminaryjną. W ofercie tej pojawiło się wreszcie miejsce na dialog młodych Polaków i Niemców, dialog Górali i Nadreńczyków, dialog Europejczyków.
   Z całą stanowczości mogę stwierdzić, że w okolicy Żywca nie ma takich seminariów młodzieżowych, jakie organizowane są przez kadrę ZSB-D Żywiec i Jugendakademie Walberberg. Na około tydzień młodzież zwalniana jest z zajęć szkolnych (bynajmniej nie z obowiązków szkolnych!), przebywa pod jednym dachem, wspólnie mieszkając. Cały ten czas przeznaczony jest na zajęcia z określonego i wspólnie wypracowanego przez stronę polską i niemiecką tematu. A tematy były już różne; od holocaustu (a on bardzo boli i interesuje Niemców), poprzez miłość, przyjaźń, seksualność, problemy zjednoczeniowe Europy, aż po biedę i bogactwo w Polsce i Niemczech. Młodzież z obu stron miała okazję spojrzeć na swoich sąsiadów i ich kraj nie przez okulary uprzedzeń i krążących w społeczeństwie klisz, a przekonać się naocznie o tym, jacy jesteśmy. Zresztą wyszło na to, że mamy te same potrzeby do zabawy, spędzania wolnego czasu, mamy te same żołądki, podobne upodobania muzyczne, style ubierania, nosimy komórki przy pasku... Uczyliśmy się siebie, swoich reakcji, swoich kultur. Uczyliśmy i uczymy się od siebie o sobie; nie od kogoś, a dzięki naszym przeżyciom i wrażeniom ubogacaliśmy się nawzajem.
   Czasem miewam wrażenie, że rozumiemy istotę negocjacji politycznych (oczywiście w innej skali), bo myśmy to już przerabiali: konflikty w kwestii różnic prawnych, co komu wolno, np. niemieccy uczestnicy palący papierosy i pijący piwo od szesnastego roku życia zgodnie z literą prawa. Ile razy pytano nas, dlaczego nasi uczniowie nie mogą. Zawsze pozostaje to problemem odpowiedzialności. Ale takich rozmów nie dało się unikać.
   Nasze seminaria były nie tylko dla młodzieży, były i są też dla nas, kierujących nimi pedagogów wielkim wyzwaniem intelektualnym, mentalnym i kulturowym. Były i są związane z wielkim nakładem pracy, czasu wolnego, odpowiedzialności i gotowości pójścia na ustępstwa. Nie zawsze to, czego ja chcę, jest takie oczywiste dla drugiej strony. Niektóre działania wymagały nawet wielkiej odwagi cywilnej; np. gdy chodziło o przyznanie się do swoich poglądów na tematy uchodzące w polskiej mentalności za bardzo intymne i absolutnie prywatne. Niemcy słyną z bezpośredniości, my jesteśmy raczej skryci... Niemcy wstydzą się Auschwitz, ale jednego z pedagogów niemieckich było stać na wyznanie, że jego ukochany dziadek będąc trybikiem w wielkiej machinie gospodarki faszystowskiej i zmuszonym zarabiać na chleb, woził Żydów jako maszynista do Oświęcimia. Norbert bardzo to przeżywał (zresztą dowiedział się o tym dopiero po śmierci dziadka).
Autentycznie przeżywać, postarać się zrozumieć, powiedzieć, co się czuje - na to zawsze stawialiśmy i stawiamy w naszych seminariach. Pedagogika przeżyć... A młodzież? Ona zawsze jest zachwycona. Oni są jakby w dziwnym nastroju celebracji takiego spotkania; nie liczą czasu, są niezwykle aktywni (w szkole nie zawsze tak jest), wyrażają swoje opinie bez większych zahamowań, nie wstydzą się, są kreatywni... Zawsze udawało się nam rozbudzić ich do myślenia i uczestnictwa w programie. Nigdy nie brakowało chętnych po polskiej stronie do wzięcia udziału w seminariach. W przeciwieństwie do Niemców. Dla tamtejszej młodzieży atrakcyjniej jest wydać pieniądze na wycieczkę na Majorkę, niż pojechać do Polski. Ale, o dziwo! Wszyscy ci, którzy jakoś dali się namówić, byli również niezwykle zadowoleni, co zawsze obrazowało podsumowanie w ostatnim dniu. Wielu przyjeżdżało i przyjeżdża później prywatnie. A więc to prawda, że tu też jest atrakcyjnie, że mamy co pokazywać, że są tu ludzie, których się lubi i kocha! Tak, bo przed dwoma laty doszło do ślubu Anity z Gilowic z Richardem z Kolonii. A oni brali udział w naszych spotkaniach. Wiele razy odwiedzali nas, tak jak i inni wcześniejsi uczestnicy, szukając wspomnień i tamtej atmosfery ze wspólnych wieczorów, ognisk, rozmów...
   Nie pozostaje to bez wpływu na osiągnięcia w szkole, rozwój osobowości tych, którzy biorą udział w spotkaniach. Jako nauczyciel języka niemieckiego muszę to szczególnie podkreślić. Wyraźnie widać u takich osób większą motywację do pracy, zaangażowania społecznego i większą śmiałość do wyrażania swoich opinii i racji. Cieszę się wtedy, gdy widzę, że moi uczniowie tak się zmieniają. Mało tego. ZSB-D nie jest szkołą, w której języki obce miałyby bardzo szczególne miejsce. Nie ma klas z rozszerzeniem językowym w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale kilka osób (śmiem twierdzić, że jest w tym również skromny udział seminariów polsko-niemieckich) zostało już germanistami. Owoc dojrzewa...
   Największa to radość dla pedagogów, gdy z uczniów i wychowanków wykluwają się odpowiedzialni obywatele, jednostki samodzielne i ukształtowane. I że pamiętają i zaglądają w mury szkolne i do starych znajomych z seminariów, z którymi korespondują i spotykają się. To pozwala spokojniej patrzeć w przyszłość. Bo oni nie budują na opinii innych, lecz na swoim prywatnym doświadczeniu przeżyć. Uczą się kompromisów, wypracowywania swojego stanowiska, kształtują swoją osobowość uwzględniając również czyjeś interesy. Chciałbym, aby tak pozostało. Tego życzę wszystkim i sobie także.

Jakub Sapeta
(Nauczyciel Zespołu Szkól Budowlano-Drzewnych im. Armii Krajowej w Żywcu, współorganizator polsko-niemieckich spotkań młodzieży)

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.