Książka dla koneserów i sympatyków Radziechów
W ostatnich tygodniach lokalny rynek księgarski wzbogacił
się o kolejną, ciekawą pozycję. Jest nią "Radziechowy -
monografia wsi" - pióra Hieronima Woźniaka. Książka ta w
gustownej, twardej oprawie - mile zaskakuje czytelnika.
Pierwszym, co zaskakuje jest objętość - 360 stron
formatu B - 5. Aby w tak obszerny sposób opisać historię jednej
tylko wsi powstałej około 700 lat temu, autor musiał sobie zadać
nie lada trudu w zbieranie i wertowanie materiałów źródłowych. W
przypisach i bibliografii powołuje się na około 100 dokumentów źródłowych.
Potrafił nakłonić kilkanaście osób do napisania wspomnień i
opracowania 15 życiorysów ludzi, którzy w szczególny sposób
wpisali się w historię wsi.
Znam wiele opracowań monograficznych, w tym równie
obszerne i godne uwagi "Międzybrodzie Bialskie" - Piotra
Stachury, "Z przeszłości Węgierskiej Górki" - Karola
Suchanka, "Monografię Gilowic" - Bronisława Sroki, czy
pracę zbiorową pod redakcją Urszuli Janickiej Krzywdy
"Monografia Zawoi, ale Radziechowy zaskakują swoją
wszechstronnością i szczegółowością.
Co ważne, autor nie unika opisu historii najnowszej, jak
to czyni większość historyków, tej z lat 1945 - 2000, przedstawia
ją w sposób obiektywny i rzetelny bez poddawania się emocjom czasu
przeszłego, czy panującej obecnie mody. Niezwykle ważnym w tej
monografii jest fakt naświetlania dziejów wsi na tle wydarzeń jakie
w danym okresie miały miejsce w kraju, regionie i najbliższej
okolicy. Można by ją zakwalifikować do tych z cyklu "powtórka
z historii".
Jest to bodaj pierwsza w naszym regionie monografia,
omawiająca w sposób kompleksowy, różnorodne płaszczyzny życia
wsi, także kulturalnego i religijnego oraz działalność instytucji
i organizacji jakie istniały w niej od zarania dziejów po czasy
najnowsze.
Drugą, mile zaskakującą niespodzianką, jest duża ilość (ponad
200) fotografii i rysunków. Ich wartość polega na tym, że
przypominają one indywidualne, czy grupowe fotografie ludzi i rzeczy,
które wpisały się w historię tej wsi. Wartość ich polega też na
tym, że dokumentują, stroje regionalne, zapomniane już narzędzia,
sprzęty gospodarstwa rolniczego i domowego (np. te do obróbki lnu),
czy unikalnych nie istniejących lub zanikających już obiektów jak
np. radziechowskie wapienniki, młyny i tartaki.
Trzecią mile zaskakującą niespodzianką tego
wydawnictwa jest szereg zestawień, w tym około 2000 nazwisk osób bądź
rodzin, które: należały do klucza folwarcznego wieprzskiego w
okresie pańszczyźnianym, były upoważnione do poboru drzewa w
lasach dworskich, wyemigrowały do Ameryki, polegli w I i II wojnie światowej,
wysiedleni do Generalnego Gubernatorstwa w czasie okupacji
hitlerowskiej, wreszcie osiedliły się na Ziemiach Odzyskanych po
roku 1945. Szczególnie interesujący jest wykaz nauczycieli
zatrudnionych w radziechowskiej szkole od roku 1598 po rok dwutysięczny.
Wykazy te, to niezwykle poglądowa i pouczająca lektura, pomocna
nawet przy opracowywaniu genealogii poszczególnych rodzin
radziechowskich.
Po czwarte, co warto zaznaczyć to szczegółowo zarysowany
historyczny rozpad tej wielkiej wsi. Dzisiejsze Radziechowy w tym świetle
postrzegane to matka, dorodne dwie córy, które niedawno się
usamodzielniły i utworzyły odrębne i samodzielne. Mam na myśli
Twardorzeczkę i Przybędzę. Jest też całkiem małe rodzeństwo, które
gdzie indziej znalazły przytulisko np. Pszeniczyska, Juraszki itp.
Wspomnienia i życiorysy ludzi, ich przeżycia i koleje losu, stanowią
kapitalne uzupełnienie opisywanej historii wsi.
Tę cenną pozycję polecam nie tylko mieszkańcom i
sympatykom Radziechów, ale także wszystkim tym, których interesują
dzieje tak modnych dziś małych ojczyzn. Uważam, że książka ta
winna być dostępna we wszystkich bibliotekach publicznych i
szkolnych w naszym regionie.
Antoni Urbaniec