Węgierska Górkanoclegi Węgierska Górka Projektowanie stron wwwweb design BEskidynoclegi beskidy Nieruchomoœcinieruchomoœci firanyfirany firankifiranki zasłonyzasłony obrusyobrusy Węgierska GórkaWęgierska Górka Tworzenie stron wwwTworzenie stron www

Nad Sołą i Koszarawą - nr 21 (100) - rok  V - 1 listopad 2002

 poprzedni artykuł   |spis treści|   |archiwum|   |strona główna|   |następny artykuł|


 

Kalejdoskop / nie tylko / wspomnień - Z czym do Europy

Europa! Europa!
   Potrzeba napisania jakiegoś "ekstra" artykułu do setnego numeru naszego dwutygodnika sprowokowała mnie do sięgnięcia pamięcią daleko wstecz i spięcia klamrą, tamtych wspomnień z czasami najnowszymi. Pierwszy raz w Rosji - przepraszam, w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich - bo tak wówczas nazywało się to mocarstwo, byłem z wycieczką, jako działacz Związku Młodzieży Wiejskiej, w 1961 r. Było to dla mnie przeżycie nie lada.
   Moskwa robiła ogromne wrażenie, a manifestacja 1 majowa, w której wzięliśmy udział, defilując w czołówce uczestników, tylko z placu Dzierżyńskiego na plac Czerwony, gdzie skierowano nas na z góry przygotowane miejsce na wprost trybuny głównej, na której stali najwyżsi dostojnicy radzieckiego państwa i skąd mogliśmy oglądać cały jej imponujący przebieg pozostawiła niezapomniane doznania. Był to imponujący pokaz, defilujących w wielkich, wyrównanych, rozwiniętych szeregach, żołnierskich pododdziałów, militarnej potęgi, - najnowocześniejszego uzbrojenia, włącznie z ruchomymi wyrzutniami rakiet, a także, tysięcy manifestujących tłumów, oraz różnorodnych pomysłowych dekoracji na samochodach. Sprzeczności - chyba podobnie jak nieszczęścia - lubią jednak chodzić parami.
   Kiedy po manifestacji, spożyliśmy obiad w turystycznym hotelu, dano nam wolną rękę na zwiedzanie Moskwy, polecając m. in. Park im. M. Gorkiego, w którym występy artystyczne, różnego rodzaju popisy i tańce miały trwać do późnej nocy. Jakoż w kilku przyjaciół postanowiliśmy dotrzeć do centrum Moskwy i pospacerować także po Parku Gorkiego.
   Autobusy miejskie, którymi zamierzaliśmy tam dojechać, przepełnione były do granic możliwości. Trzeba było się w nie wpychać na siłę. Tak też zrobiliśmy. Zaatakowałem pierwszy nadjeżdżający autobus i ...
Kiedy autobus ruszył i zamknęły się za mną drzwi, stwierdziłem z przerażeniem, że jestem, tylko ja jeden, z całej naszej grupy, a co gorsza, adresu hotelu nie pamiętałem. Co było robić?. Pojechałem do centrum i zacząłem kluczyć, bo przecież, tam mogłem spotkać kogoś z naszych. W tym miejscu muszę wpleść małą dygresję. Pierwszy raz w życiu, sam jeden zostałem wyrzucony na bruk wielkiego miasta i jakoś sobie poradziłem, a zdobyte wówczas doświadczenie wielokrotnie przydawało mi się w życiu. Dotarłem do Parku Gorkiego, spacerowałem, podziwiałem wspaniałe popisy zespołów artystycznych, z zaciekawieniem przyglądałem się wesołej zabawie mieszkańców. Tańcom, ot tylko przy harmoszce, tak jak to w czasie odbudowy Warszawy bywało, popisom sportowym itp. itd.Tym razem, jednak, największe wrażenie zrobiły na mnie, siedzące na ławeczkach w parku ubrane skromnie i raczej biednie, rosyjskie kobieciny. Byłem tym zaskoczony. Tak ubrane, biedne kobieciny spotykało się u nas raczej w odległych wioskach, ale w Żywcu?
W Żywcu zaczynała już panować "europejska moda". Mnie, wiejskiego chłopca, ten ubożuchny wygląd kobiecin, wręcz ujął za serce. Przypomniał mi, że tak jak matki Polki i one należą do jednego - słowiańskiego- ciężko doświadczanego przez życie pnia. Prawdę o tym widoku, miałem zrozumieć dopiero w kilka lat później. Uświadomił mi ją jeden z moich rosyjskich przyjaciół, mówiąc z pewnym sarkazmem: Wy "polskie pany" zapominacie, że naród nasz przeżył w dwudziestym wieku dwie wielkie tragedie - rewolucję październikową i drugą wojnę światową. Że w tych tragicznych wydarzeniach wyginął kwiat naszego męskiego rodu. U was kobiety mogą się ubierać i stroić, bo ma na to kto pracować, u nas, kobiety muszą pracować za siebie i za mężczyzn.Od tamtych - odległych lat - w świecie i w Rosji - zmieniło się bardzo wiele, ale śledząc naszą prasę, oglądając telewizję, odnoszę wrażenie, że my "polskie pany", nadal tego nie dostrzegamy. Nie wiem skąd w środkach masowego przekazu, bierze się taka nutka wyniosłości wobec naszego wschodniego sąsiada? Dlaczego z taką satysfakcją odnotowujemy, wszystkie jego prawdziwe i domniemane potknięcia? Dlaczego próbujemy rozdrapywać zabliźniające się rany i urazy? Czyżby w naszej wspólnej historii nie było i tak, że my, także zadawaliśmy im bolesne rany? Czyżbyśmy byli aniołkami? Jaką mamy z tego jątrzenia korzyść? Jaki pożytek?
   Rosja, podobnie jak nasz kraj przechodzi - na swój sposób - okres transformacji.
Po rozpadzie Związku Radzieckiego, po dużych zawirowaniach gospodarczych i niewątpliwym kryzysie państwa, zaczyna, powoli, stopniowo, ale znacznie dynamiczniej niż my odbudowywać swoją gospodarkę. Rosja to wielki - ogromny kraj. Przez całe dziesięciolecia była dla nas największym partnerem handlowym, tak w zaopatrzeniu surowcowym jak i jako rynek zbytu. Dzisiaj, o ropę z Morza Kaspijskiego rozpoczęły swoje podchody Stany Zjednoczone. O chłonny - rosyjski rynek zbytu, zabiega cała Zachodnia Europa. A my "polskie pany", zamiast rozwijać i umacniać ocieplające się stosunki, szukamy przysłowiowej "dziury w całym".
Jaki mamy w tym interes? Komu na tym zależy? Nikt przecież nie zamyka nam drogi do Unii Europejskiej. Byliśmy w tej Europie, jesteśmy i będziemy. Jeżeli napotykamy na przeszkody, w dogadaniu się o warunki i zasady przystąpienia do tej Unii, to nie ze strony wschodu. Ale to te niezbyt korzystne dla nas warunki, a także przeszkody, na jakie napotykamy w rokowaniach powinny być dla nas sygnałem, że owszem cywilizacyjnie, kulturowo, absolutnie powinniśmy być w Europie. Że możemy być w niej, w pewnej mierze, konkurencyjni, w turystyce, rolnictwie - głównie ekologicznym, może myśli naukowo -technicznej. Ale w przemyśle???
W przemyśle, co mieliśmy konkurencyjnego, to dawno oni wykupili, a co cenniejsze technologie wywieźli do siebie. Z czym więc do Europy? W przemyśle mamy szansę wymiany handlowej z krajami bałtyckimi, Ukrainą, Białorusią i Rosją. Zwłaszcza Rosją, bo jest to ogromny rynek zbytu i w miarę jak kraj ten będzie się rozwijał, a jego obywatele będą stawać się zamożniejszymi, rynek ten będzie coraz bardziej chłonny. I jeżeli już nie wspólna słowiańska krew, to przynajmniej ten czynnik winien być decydujący o naszym widzeniu Rosji. Kiedy więc słucham, lub czytam, co na temat Rosji i naszych z nią stosunków mają do powiedzenia wielkie - stołeczne tytuły, telewizja i otaczający je "kibice" to zastanawiam się, czy, aby oni dobro Polski mają na uwadze? Czy aby propaganda ta uprawiana jest za nasze polskie pieniądze?

Antoni Urbaniec.

do góry


Copyright © Nad Sołą i Koszarawą. Wszystkie prawa zastrzeżone.